Twórczyni i wieloletnia organizatorka ogólnopolskiego Dyktanda, narodowej klasówki z ortografii. Polaków nauczyła, że nie ma takich słów, których nie można by dobrze napisać. A jednak okazało się, że są. "Krystyna zginęła". To nie jest poprawne zdanie.
W Senacie od trzech kadencji. Startowała z list Platformy Obywatelskiej, choć nigdy nie była członkiem tej partii. W 2007 roku na Śląsku zagłosowało na nią ćwierć miliona osób. W listopadzie 2007 r. została wicemarszałkiem Senatu. Była parlamentariuszką polskiego języka. Nie parlamentarzystką, ale właśnie parlamentariuszką: jego wysłanniczką na najtrudniejsze odcinki. Dzięki niej język polski miał we władzach swojego przedstawiciela.
Została politykiem (zawsze broniła się, że nie), ale serce zostawiła w radiu. Dzięki niej Senat ogłosił rok 2006 Rokiem Języka Polskiego. Zorganizowała też Festiwal Języka Polskiego, w którym wzięło udział 5 tys. osób.
Na Śląsku przez lata jej głos kojarzył się z medycyną. W swoich wtorkowych audycjach medycznych edukowała słuchaczy i namawiała do zdrowego trybu życia. Nie znosiła papierosów i zapachu dymu tytoniowego. Potrafiła zwrócić uwagę każdemu, kto palił, bez względu na pozycję czy zajmowane stanowisko.
Dla wielu osób była pogotowiem. Gdy zachorował ktoś z bliskich, w pierwszym odruchu dzwonili właśnie do Krystyny Bochenek. Chętnie pomagała. Znała niemal wszystkich lekarzy w województwie, a oni jej nie odmawiali.
Miała niezłomne zasady. Mówiła: "Jak coś robisz, rób to dobrze". Jeśli obiecała - zawsze dotrzymywała słowa. Perfekcjonistka, jeśli się do czegoś zabierała, wszystko musiało być zapięte na ostatni guzik. Pilnowała każdego, nawet najdrobniejszego szczegółu. Gdy coś nie grało, potrafiła się nieźle wściec.
Gdy odeszła z radia, musiała od nowa nauczyć się nowego fachu. Bycie senatorem, a potem wicemarszałkiem Senatu pochłaniało ją bez reszty. W każdy poniedziałek słuchała wyborców w swoim biurze senatorskim przy ul. Warszawskiej. Żadnej sprawy nie pomijała, jeśli tylko mogła, interweniowała. Jeśli się w coś angażowała, to zawsze na sto procent.
Mimo pracy parlamentarnej nie porzuciła Dyktanda, co roku z setkami Krystyn wyruszała na imieniny, z "Gazetą" organizowała akcję "Krzesła do nauki". Najlepszym śląskim artystom dawaliśmy krzesła, a oni zmieniali je w dzieła sztuki. Sprzedawaliśmy je potem na aukcji, a pieniądze trafiały do Śląskiego Funduszu Stypendialnego, gdzie Krystyna Bochenek była przewodniczącą rady. Nie sposób opisać wszystkich rzeczy, które były jej udziałem. A ile jeszcze planowała! Gorąca głowa, zawsze pełna pomysłów. Jej przyjaciele upominali ją, że bierze na siebie zbyt wiele. Obiecała, że zwolni tempo (kto by w to uwierzył!), wkrótce miała zostać babcią.
Dla przyjaciół była na każde zawołanie. Odbierała telefon nawet w trakcie posiedzenia Senatu. Szeptała wtedy do słuchawki: "Mów, mów, ja słucham". Wczoraj nie odebrała, choć wszyscy dzwoniliśmy jak szaleni.
Źródło: Gazeta Wyborcza