http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Raporty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Męska muzyka

red. bewu
2009-03-20, ostatnia aktualizacja 2009-03-24 10:08

Kim powinni być mężczyźni? Czym wypełniają swoje życie? Jak wyglądają ich związki? Gdzie szukają sensu i radości? Co ich wkurza i boli? W czym są spełnieni, a co ich rozczarowało? Kim stają się jako mężowie, ojcowie, kochankowie? Jak kochają, jak zdradzają, jak są zdradzani? Czego kobiety chcą od mężczyzn?

Miękki i twardy. Brutalny i delikatny. Dojrzały i dziecinny. Daje miłość i jej żąda. Zdecydowany i elastyczny. Uczciwy, ale nie rani. Opiekuńczy i domagający się opieki, nawet kaprysi. Namiętny i cierpliwy. Czasem dla kobiety ojciec, ale potrafi zobaczyć w niej także matkę, która go bezgranicznie kocha (tak było, mamusiu!), potrafi zatopić się w tej miłości, z niej czerpać. Poważny i wesoły. Zafascynowany pracą i zaangażowany w dom. Dla syna kumpel i autorytet. Jak temu sprostać? Co wybrać? A może te sprzeczne zalecenia są dwiema stronami tej samej recepty, może nie ma między nimi sprzeczności? A może na sprzecznościach można grać tę naszą męską muzykę? Przeczytaj felieton Piotra Pacewicza o cyklu Gazety Wyborczej "Męska Muzyka"

Mężczyźni to trutnie

Zygmunt Bauman: Mężczyźni to trutnie

jak to już wcześniej zauważył angielski antropolog społeczny Geoff Dench, sam pozostając niezauważonym, przyroda doprowadziła gatunek ludzki do stanu, w jakim samce pozostały niejako bez przydziału, z wyjątkiem konieczności zapłodnienia samic. Istotnie, wśród warunków gatunkowego przetrwania, takich jak zbieranie jadalnych korzonków czy jagód, polowanie na drobnego zwierza, obrona przed drapieżnikami itp., nie było żadnego, z którym samice, równie dobrze jak samce, nie mogłyby się uporać.

Z punktu widzenia przyrody - przepraszam za tę niedorzeczność, wszak przyroda jest ślepa - samce były w gruncie rzeczy trutniami. Mogłyby tuż po wytrysku nasienia zakończyć żywot bez szkody dla przetrwania gatunku. A nadto przyroda wyprodukowała ich w nadmiarze: jeden samiec mógłby zapłodnić mnóstwo samic.

Obecnie narzekają mężczyźni na zacieranie się podziału prac w gospodarstwie domowym, na rosnącą zadziorność partnerki, na jej upieranie się przy osobistej wolności wyboru, na pchanie się do enklaw uznawanych niegdyś za wyłączną domenę męskiego rodu, ale prawda jest taka, że opcje na razie podzielone są nierówno, jak dawniej uprzywilejowując męską stronę małżeńskiego stadła. Rozmowa z Zygmuntem Baumanem

Kocham Grażynę W.

Kocham Grażynę W.

Kobiety w nas jest dużo, wiadomo, że rodzimy się bardziej kobietą niż mężczyzną. Potem wyrasta w nas męskie zwierzę i staramy się tę kobiecość wstydliwie zakryć, a to zarostem, a to gburowatością, ale się nie udaje. Jesteśmy słabsi od kobiet, gdy idzie o siłę charakteru i borykanie się z trudnościami. Ale jeśli chodzi o uczuciowość, z pewnością dorównujemy kobietom. Co jeszcze gra w duszy Wojciecha Waglewskiego?

Moje małżeństwo jest jak swing

Moje małżeństwo jest jak swing

dlaczego życie we dwoje nie ma być proste? Dlaczego nie można każdego dnia całować się na dzień dobry i na dobranoc? Dlaczego nie można myśleć o mężu jak o kimś najważniejszym na świecie? Potrzebuję swego męża, by lepiej i głębiej poczuć, zobaczyć, zrozumieć. Kiedy wyjeżdżałam za granicę, nie cieszyły mnie pejzaże norweskich fiordów, bo on nie mógł ich oglądać ze mną. Bez jego zachwytu mój zachwyt był niepełny. Od niepamiętnych czasów jeździmy razem na wczasy. Bez niego zanudziłabym się, bo ile można zwiedzać, nie dzieląc się wrażeniami z kimś bliskim? Uwielbiam być z nim też, kiedy milczy. On przed komputerem, ja przy desce do prasowania. Bez słów, ale razem. Niedawno zastanawialiśmy się, kto kogo uwiódł. Jestem pewna, że to ja jego. Przecież chodziłam tymi drogami, które dawały szansę na niby przypadkowe spotkanie. On twierdzi, że to on mnie. W końcu, równie przypadkiem, krążył wokół mojego domu. I kiedy spotkaliśmy się, zapraszał do kawiarni na kawę albo jabłka w śmietanie z konfiturą. Odwiedził mnie, kiedy byłam chora. Pamiętam: w zrulowanej gazecie przyniósł dwa bukiety pachnących goździków. Wywiad z Anną Panas

Kryzys męskości

Czy "wszyscy faceci to świnie", a ja trafiłam na dwa szczególnie nieudane egzemplarze? Nie. W dużej mierze sama ich do tego doprowadziłam. Nie ufając im, nie stawiając wymagań, traktując jak niedorozwinięte dzieci. Niedojrzałość moich partnerów przerażała mnie, irytowała, była powodem gwałtownych, dramatycznych rozstań. Dopiero teraz wiem, że była też magnesem. Wartością, którą usiłowałam ocalić i podsycać. Żeby przerobić swojego mężczyznę na żałosne warzywo, trzeba się napracować. Trzeba oszukiwać, zacierać ślady, mnożyć podstępy i pułapki. Trzeba zbudować wokół siebie silne lobby, w oczach którego "on" będzie najpierw tym "biednym chłopcem", potem "trudnym przypadkiem", aż w końcu "beznadziejnym frajerem, od którego musisz się, Kochana, w końcu uwolnić". Ty z kolei będziesz zawsze cudowną, cierpliwą bohaterką, która przecież żyły sobie wypruwa, żeby go tylko ocalić, wesprzeć, na ludzi wyprowadzić. Jak kobieta rozpętała kryzys męskości

Epidemia Piotrusiów Panów

Piotruś Pan. Epidemia

Obydwie płcie są w kryzysie, w okresie zasadniczej transformacji ról. Kobietom jest łatwiej, bo jako uciśniona połowa ludzkości dobrze wiedzą, o co walczą. Chcą tego, czego przez setki lat im odmawiano: sprawiedliwości, równości, szacunku i władzy. "Genderowa" świadomość kobiet szybko się kształtuje i rozwija.

Z mężczyznami jest odwrotnie. Patriarchalny stereotyp mężczyzny obraca się w pył. Mężczyźni - szczególnie młodzi - nie wiedzą, co mają robić, kim się stawać. Czyż w tej sytuacji nie lepiej pozostawać jak najdłużej chłopcem i próbować to jakoś przeczekać, pozostać wiecznie młodym, zabawnym, beztroskim, intrygującym - w dodatku budzącym zachwyt, czasami współczucie, ale zawsze duże zainteresowanie kobiet? Rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem

Do czego kiedyś służył mężczyzna?

Do czego kiedyś służył mężczyzna

Jeżeli przedwojenny mężczyzna był żonaty, to służył do utrzymywania rodziny, czyli musiał ostro tyrać. W drugim wypadku służył kobiecie jako alibi. Ładna kobieta bez mężczyzny u boku była podejrzana i uczciwa kobieta nawet nie podawała jej ręki. Brzydkiej kobiecie jeszcze bardziej służył, by nikt nie sądził, że jest tak brzydka, iż jej żaden mężczyzna nie chciał. Mężczyzna służył także kobiecie zamiast laski; zawsze trzymała go pod rękę, gdy szli w publiczne miejsce. Lucyna Legut

W domu sprzątały kobiety, brzytwę tato ostrzył sobie sam, buty czyścił mu nasz kuzyn. Ojciec zarabiał pieniądze, więc miało być tak, jak powiedział. O wszystko należało go zapytać, on decydował. Jeśli coś tatkę zdenerwowało i dochodziło do kłótni, to zawsze miał rację, a mama musiała zamilknąć. Krystyna Kowalska

Mężczyzna, który zamierzał zawrzeć ze mną znajomość, musiał przez pół roku przysyłać mi kwiaty do teatru. Inwestował kupę pieniędzy w rozmaite storczyki i róże, a ja te kwiaty przyjmowałam. Potem dołączał do kwiatów list. Jeśli był inteligentny i dowcipny, zapamiętywałam, kto go napisał. Szukał też w towarzystwie kogoś, kto mógłby się za nim wstawić u mnie. Czasem się zaprzyjaźniałam z moimi adoratorami, nieraz prosili mnie o rękę. Wolne związki były tolerowane, ale kobieta narażała się na opinię, że jest niewystarczająco kochana. Nina Andrycz

Dowiedz się jacy jeszcze kiedyś byli mężczyźni

Trudno być seksownym bez kasy

Trudno być seksownym bez kasy

Kobiety i mężczyźni mają dążenia wspólnotowe polegające na tworzeniu relacji z innymi ludźmi. Różnica między płciami polega nie tyle na intensywności, ile na sposobie ich realizacji. Kobiety są zorientowane na bliskie związki z niewielką liczbą osób, mężczyźni na luźne koalicje z szerszymi grupami. Mężczyźni bardziej skłonni są do związków luźniejszych, ale szerszych, obejmujących coraz to nowe osoby, z którymi robi się interesy czy uprawia politykę. Orientacja wyłącznie na najbliższych prowadziłaby do niesłychanej atomizacji społeczeństwa. Od zmian kulturowych są mężczyźni, kobiety pełnią funkcję kotwicy stabilizacyjnej.

Gdy kobiety zaczęły pracować zawodowo, ich życie skomplikowało się w sposób nieznany wcześniej ani mężczyznom, ani kobietom. Panie stanęły przed koniecznością godzenia ról - gdy poszły do pracy, to nie po to, by stać się mniej kobiece i przestać zajmować się dziećmi. W domu miały być takie jak zawsze. Podobnie będzie z mężczyznami - mają być "kobiecy" w kontakcie z rodzinami, a nie w środowisku zawodowym. Kobiety wcale nie chcą, aby mężczyźni przestali być męscy, a już absolutnie nie powinni mniej zarabiać. Z tego żadna z pań nie zrezygnuje. Mężczyźni mają stać się bardziej "kobiecy" w sensie relacji społecznych. Rozmowa z psychologiem Bogdanem Wojciszkem

Czego nauczyli mnie mężczyźni

Człowiek się w dzieciństwie naczytał romansów i chciał mieć życie jak z książki. Gromadka dzieci, kochający mąż i ogród różany. Anka sama jest zdziwiona tym, co mówi. Bo uważa, że romanse są głupie, a ona jest mądra. Prócz tej niezachwianej pewności Anka ma jeszcze: - 47 lat, - małe wydawnictwo, - dom z sadem w Kotlinie Kłodzkiej, - dwie córki, - byłego męża, - niedoszłego męża - i konkubenta, dla którego nie jest rodziną. Poznaj całą historię relacji Anny z jej mężczyznami

Stefan Chwin i pech Mickiewicza

 Stefan Chwin i pech Mickiewicza

Moja babcia, mama, one decydowały o sprawach rodzinnych. Ojciec był trochę na uboczu, jego główną rolą było zarabiać pieniądze. Gdy trafiłem na polonistykę na Uniwersytecie Gdańskim, okazało się, że jest tam sto pięćdziesiąt dziewczyn i kilku chłopaków. To było deprymujące, ale zanurzyłem się w świecie kobiet i żyłem z nimi w przyjaźni. Szok przeżyłem po studiach, gdy na kilka miesięcy poszedłem do wojska. Nagle okazało się, że mówić źle o kobietach to po prostu obowiązek.

Gdybym miał wybierać między rolą twardego maczo, który okalecza psychicznie kobiety i wszystkich dokoła, a rolą pantoflarza, bez wahania wybrałbym to drugie. Wżyciu bywam dość surowy, kobiety, przede wszystkim moja żona, łagodzą ten rys mojego charakteru. I bardzo dobrze. Rozmowa z pisarzem Stefanem Chwinem

Moc ukryta w skarpetkach

Dopóki mężczyzna będzie oglądał się na kobietę, dopóty będzie maminsynkiem, Piotrusiem Panem, "macho", pantoflarzem, podrywaczem, leniem, chamem, mężusiem i Bóg wie kim jeszcze. Powiem tak: dla mnie feminizm, ten, który znam z telewizji i gazet, ma taką podstawową wadę, że oparty jest na pretensji i poczuciu krzywdy. Powiem też, że to się wspaniale wpisuje w męskie poczucie winy. I tak to się kręci.

Ona smutna i rozżalona, on niedoceniony i niezrozumiany. Ona wylewająca z siebie potoki słów, on coraz bardziej wycofany, zamknięty w sobie. Ona przekonana, że on dba tylko o siebie, on to samo myślący o niej. I na odwrót. Trudno w tej sytuacji o spokojny dialog. Dominuje więc agresja. I to obustronna. Poznaj męską muzykę Tomasza Kwaśniewskiego

Miłość jest wbrew naturze

Miłość, co za wynalazek

Mamy dziś zupełnie fałszywy obraz tradycyjnej rodziny: takiej, w której wszyscy się kochali, żyli razem w rodzinnym cieple od małżeństwa do śmierci, a umierali prawie w tym samym momencie, otoczeni wianuszkiem wnucząt. Tymczasem normą było, że ludzie mieli dzieci bez miłości. Dużo krócej żyli, małżeństwo więc zwykle trwało krótko. Często różnica wieku między kobietą i mężczyzną była duża. Bardzo często kobiety umierały młodo - przy porodzie albo z powodu powikłań po nim. Dlatego wiele rodzin było rekombinowanych, np. schodził się wdowiec z dwójką dzieci z wdową z trójką dzieci. Poza tym rodzinę zakładano przede wszystkim ze względów ekonomicznych.

Chłop wybierał żonę zdrową, robotną i z dobrym posagiem. Oraz taką, która dzieci urodzi. U elity - arystokracji i zamożnego mieszczaństwa -liczyły się jeszcze nadzieje na spadek. Dopiero jakieś 200 lat temu miłość zaczęła odrywać się od ekonomii. Wczasach romantyzmu ludzie zaczynają myśleć, że sama w sobie ma wartość. Ideałem staje się małżeństwo z miłości, a nie z rozsądku.

W nowoczesnym społeczeństwie powstaje głód głębokich relacji - jako antidotum na anonimowość życia w masowym społeczeństwie. Relacje w rodzinie w dużym stopniu kształtujemy przez manipulowanie emocjami, argumenty, pogłębianie kontaktu, a nie przez przemoc lub przymus ekonomiczny - "jak mnie nie posłuchasz, nie dam ci pieniędzy". Jednocześnie chcemy wiedzieć, co myśli moja ukochana czy ukochany. Takie pogłębienie relacji z Innym stało się możliwe dzięki miłości. Dla mnie miłość to właśnie pogłębione reguły komunikacji z inną osobą. Miłość to jedna z najmniej naturalnych rzeczy. Każdy z nas może zrobić test: kiedy kładzie się wieczorem do łóżka obok ukochanego czy ukochanej, niech się zastanowi, że robi intymną rzecz z kimś, kogo wcześniej nie znał, kto był kiedyś zupełnie obcy. Takie zbliżenie jest, w jakimś sensie, nienaturalne. Miłość to umożliwia, i to jest piękne. Rozmowa z socjologiem Maciejem Gdulą

Jarosław Gowin uchyla przyłbicę

Jarosław Gowin uchyla przyłbicę

Jarosław Gowin, poseł PO, opowiada o męskich powinnościach, ciemnej stronie swojej osobowości oraz miłości do zamrożonych w azocie embrionów. Przeczytaj komiks

Czytelnicy listy piszą

Nigdy nie chciałem się ożenić. Zawsze byłem singlem i takim mentalnie pozostałem po dziś. Ożeniłem się, bo obiecałem. Trzy razy przekładałem termin ślubu, aż uległem: będzie co ma być, w końcu są rozwody. Byliśmy ze sobą już kilka lat i dla mnie tak bez ślubu mogliśmy żyć ile się dało. A jakby się nie dało, to trzeba się rozstać. Jednak Anna chciała za wszelką cenę mieć papier. Dzisiaj jestem przed pięćdziesiątką i mam dużo doświadczenia. Wszystkie kobiety chcą ciepłego domu, ogródka, dzieci, wspólnych tematów do rozmów, czułości, zaufania, troskliwości. Chcą, żeby ich facet był jak prawdziwy Robert Redford i ten z filmów. Chcą, żeby tenże Redford realizował swoją wspaniałą karierę, ale żeby wracał po 15. do domu, pomagał w sprzątaniu, zmywał naczynia, wynosił śmieci, chodził na spacery i na obiady do teściowej. Usilnie latami pracują nad swoim Redfordem. Jeśli są nieustępliwe to mają w efekcie .... Dulskiego. I wtedy gnoją go za to, że jest jaki jest, że był uległy. Na starość z grymasem nieszczęścia na twarzach wracają do minionych lat: - Ach, gdybym wyszła za Stefana a nie tego safandułę, to moje życie byłoby inne. Jestem męską świnią

Ja wybieram mężczyzn ładnych jak kobiety. Tylko tacy mnie interesują. Odkryłam po latach, że wszyscy byli, są i będą podobni do mojej mamy. Zawsze tacy sami: niedojrzali, niezrównoważeni, histeryczni. Ale uwielbiam was. Mama, odkąd tata zniknął, za wiele nie mówiła o mężczyznach. Czegoś mnie jednak nauczyła, gdy miałam kilkanaście lat, wiedziałam już, że chłop to jest ktoś, kto czyha i najpewniej skrzywdzi. Mama, jeżeli cokolwiek mówiła o mężczyznach, to jakoś tak obleśnie się uśmiechała. Kręciło mnie od tego w brzuchu i czułam się zawstydzona. Może ten grymas to był ślad przyjemności, które kiedyś były jej udziałem, a wkrótce miał stać się moim, ale poza tym uśmieszkiem o przyjemnościach, którymi zostanę w przyszłości obdarowana, nie dowiedziałam się nic. Jedyna wiedza o mężczyznach, jaką mi przekazała mama, zamykała się w kilku słowach: Córeczko, pamiętaj kobieta musi być niezależna i wykształcona! I jestem. Jesteście mistrzami kłamstwa

Uwielbiam kiedy ona ma długie, proste włosy, kiedy poprawia je niedbałym gestem, kiedy przemierza z gracją gazeli rozpalone do czerwoności miasto. Ale każda, najmniejsza nawet, próba zmniejszenia dystansu skazana jest z góry na niepowodzenie. Ucieka spłoszona, pozostawiając po sobie zapach perfum i po raz kolejny utwierdzając mnie przekonaniu, że daleko mi do zręczności lamparta. I kiedy wreszcie udaje mi się zapędzić ją w kozi róg, zadaję jej to odwieczne pytanie: czego właściwie ode mnie oczekujesz? Ona odpowiada wtedy: dobrego serca, żebyś miał dobre serce. Deklaracja, przyznacie Państwo, co najmniej dziwna w ustach, przeglądającej się w moich kocich, lekko zmrużonych oczach, gazeli. A potem już następuje istna litania: że partnerski związek, że poczucie misji, że wspólnota duchowa i, a jakże, majątkowa, że szczerość aż do bólu, ze miłość aż po grób, że... Ale ja już wtedy jestem myślami daleko stąd. Wtedy, odrzucę precz przesądy, strach, stereotypy

"Mężczyźni to świnie". Ile razy miałam ochotę zamówić sobie koszulkę z takim napisem i prowokacyjnie obnosić się z nią, w co bardziej uczęszczanych miejscach. Albo ustawić taki opis na gadu-gadu. Kolejna znajomość - kolejne rozczarowanie. Czego ja i znane mi kobiety szukamy u facetów? Dobrze radzimy sobie same, więc nie potrzebujemy kogoś, kto uzupełni nasze braki, w czymś nas wyręczy itp. Szukamy partnera, z którym będziemy (jakkolwiek patetycznie to zabrzmi) wspólnie iść przez życie, dzielić i przyjemności i obowiązki. Po równo. Osoby, której będziemy mogły zaufać. Partnerzy muszą dzielić obowiązki. Po równo

Większość kobiet oczekuje, iż mężczyzna będzie podzielał ich hierarchię wartości i sposób patrzenia na świat. Sytuacja, w której mężczyzna ma inne oczekiwania wobec życia, nie mieści się kobiecie w głowie do tego stopnia, że znajduje tylko jedno możliwe wytłumaczenie - coś w ich związku jest nie tak, mężczyzna ją odrzuca, nie kocha. Istnieją mężczyźni, którzy chcą rodziny, domu, dzieci, w takim związku się znakomicie realizują. Znam takiego. Ale jest ich niewielu, podobnie jak niewiele jest kobiet, które w życiu pragną "układu dwojga wolnych ludzi" zamiast "regularnej rodziny". Jeśli mężczyzna trafi na podobną sobie, mogą - w obu przypadkach - żyć szczęśliwie. Niestety, najczęściej łączą się w pary pod tym względem przeciwne. Kto właściwie dał kobiecie prawo do określania, że sprawy domowo-rodzinne są ważniejsze np. od udziału w jakiejś demonstracji, prowadzenia strony internetowej o starych motocyklach czy jazdy w niedzielę do klienta, któremu akurat zepsuł się telewizor i nie może obejrzeć ulubionego filmu? A czemuż to, co ważne dla kobiety, ma być ważne dla mnie?

Przeczytaj więcej listów od naszych Czytelników

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne