Roman Daszczyński: Na ekrany wchodzi właśnie film „Róża” Wojciecha Smarzowskiego. Zaskoczył pana? Prof. Józef Włodarski: Bardzo. Nie przypuszczałem, że w Polsce są już twórcy, którzy potrafią tak otwarcie mówić o krzywdach wyrządzonych po 1945 roku mieszkańcom tzw. Ziem Odzyskanych. Łatwo być oskarżonym o wspieranie tej wizji przeszłości, którą w Niemczech propagują środowiska Wypędzonych. Widać, że autor scenariusza dużo wie o tamtych czasach.
(...) Ja - jako jeden z niewielu polskich historyków - rozmawiałem z niemieckimi ofiarami żołnierskich gwałtów, często zbiorowych. Chodziłem za nimi, prosiłem. Tłumaczyłem, że to do
pracy naukowej. One znały mnie od dziecka, więc widocznie dochodziły do wniosku, że mogą zaufać.
(...) Niedaleko Pasłęka, w Słobitach, niemieckim Schlobitten, w pałacu książąt zu Dohna kwaterowali oficerowie Armii Czerwonej. Zdarzało się, że po okolicy, a także po mieście Młynary, jeździły specjalne auta, do których z ulicy ładowano młode kobiety. Zabierano je na oficerskie "bale" do Słobit, gdzie musiały się oddawać Rosjanom. Oporne były po prostu gwałcone, zaś te, które próbowały się bronić, krzyczały, a nawet tylko płakały - zabijano. Opowiadała mi o tym jedna z tych kobiet, która nadal żyje, obecnie mieszka w RFN.
Śmierć za płacz? - To było charakterystyczne, że nic nie doprowadzało Rosjan do szału tak jak krzyk i płacz krzywdzonych kobiet. Wszystko jedno: oficer czy szeregowy żołnierz. To szybko rozeszło się wśród Niemek, więc starały się panować nad swoimi emocjami. Nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić. Kobieta krzywdzona w taki sposób musi udawać, że jej nie ma. Leży jak lalka i myśli tylko o tym, by nie krzyknąć i nie zaszlochać. Rozmawiałem z kobietą, która została zgwałcona przez 16 Rosjan. Mówiła, że po piątym czy szóstym sołdacie już nic nie czuła. W tamtym momencie najgorsze było dla niej to, że któryś zdjął onucę i wcisnął jej w usta, żeby nie krzyczała.
(...) Te gwałcone i nękane kobiety myślały, że nadeszła Apokalipsa, ta prawdziwa, biblijna. Że to jest koniec, nadchodzi Sąd Ostateczny. Gdy się to skończyło, miały poczucie, że dano im nowe życie. Paradoksalnie może to pomogło. (...)
Polacy byli tak samo groźni jak Sowieci? - Nie, po prostu byli nowym zagrożeniem. Milicja, która miała strzec porządku, przymykała oko na krzywdy Niemców, a nawet sama uczestniczyła w zdzierstwach i łupiestwach. Na przykład na stacji kolejowej w Młynarach polscy milicjanci wyrywali nędzne resztki dobytku ludziom, którzy już byli przy wagonach pociągu odjeżdżającego do Niemiec.
Najgorszą opinię wyrobili sobie przybysze z centralnej Polski. Oni nie chcieli widzieć w Niemcach ludzi. Inaczej zostali zapamiętani repatrianci ze Wschodu, szczególnie z Wileńszczyzny i Wołynia. Może dlatego, że wychowani w środowiskach wielokulturowych i wielowyznaniowych mieli dużo zrozumienia dla trudnego położenia Niemców. Zaskarbili sobie u miejscowej ludności wdzięczność, szybko nawiązały się przyjazne relacje.
Cały, przejmujący wywiad z profesorem Włodarskim w sobotnim Magazynie Świątecznym "Gazety Wyborczej". Zapraszamy do kiosków.
W "Magazynie" również:
- CZŁOWIEK, KTÓRY MOŻE WYGRAĆ Z OBAMĄ - kim jest najmocniejszy kandydat Republikanów - pisze Mariusz Zawadzki;
- POŻAR W KANCELARII TUSKA - premier jeszcze nigdy nie rządził tak osamotniony, Jego ludzie nie panują nad sytuacją - pisze RENATA GROCHAL;
- MAZURY 1945. CZAS KOBIET - kobiety, które w wyniku gwałtów zaszły w ciążę, były odrzucane nawet przez własne rodziny - pisze Józef Włodarski;
- TRZECIA PŁEĆ GWIAZDĄ FUTBOLU - żeby być Fa'afafine, musisz być zbudowanym jak facet, czuć się kobietą, mieć pociąg do mężczyzn i być dumną ze swojej tożsamości - pisze Rafał Stec