http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prof. Andrzej Szczeklik: Medycyna to sztuka rozmowy

Rozmawiała Olga Woźniak
2012-02-03, ostatnia aktualizacja 2012-02-03 13:25

O tym, dlaczego warto czasem zdać się na przypadek, co genetyk może znaleźć na śmietniku, czy zawsze należy szanować wolę pacjenta i o zastawianiu pułapek na wirusy - mówi prof. Andrzej Szczeklik * [wywiad pochodzi z dodatku ''Nauka EKSTRA'' z dnia 21.10.2011]

Prof. Andrzej Szczeklik
Fot. Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta
Prof. Andrzej Szczeklik
PROF. ANDRZEJ SZCZEKLIK : W gruncie rzeczy medycyna to bardzo humanistyczna nauka.

OLGA WOŹNIAK: Bo łączy się jakoś z filozofią, sztuką, kulturą?

- Od zarania dziejów medycyna była sztuką : w końcu wywodzi się z magii - a to taki rodzaj zaklęcia świata, próba odmienienia go słowem. Jej zadanie polegało na uśmierzaniu bólu, na leczeniu ran, na przepędzaniu choroby. Dopiero w ciągu ostatnich 100, 150 lat zaczęła stawać się nauką.

Czy w związku z tym dzisiaj słowo w medycynie wciąż ma moc?

- Ja bym nawet powiedział, że jest esencją mojego zawodu. Chory przychodzi do lekarza ze swoimi smutkami, zwątpieniami, bólami. A lekarz ma znaleźć drogę do takiego człowieka.

Trochę tak jak ksiądz?

- Istnieje pewne podobieństwo. Sztuka polega na tym, by otworzyć się na chorego poddanego szczególnemu ciśnieniu samotności, nawiązać nić porozumienia i wyłuskać w rozmowie to , co z choroby istotne.

Przy dzisiejszym pośpiechu, kolejkach do lekarzy rzadko można sobie pozwolić na długą rozmowę.

- Ale ludzie tego bardzo oczekują! Skarżą się, że lekarz nie ma czasu, żeby z nimi porozmawiać. W krajach, gdzie opieka nad pacjentem jest na innym poziomie niż u nas, na przykład w Szwecji, jest nieraz tak - przychodzi się do pięknego gabinetu, wychodzi pielęgniarka i daje do wypełnienia ankietę. "Czy boli panią serce? Czy boli rano, czy wieczorem? Czy kiedy siedzi pani w fotelu, czy kiedy idzie po schodach? Czy łatwo się pani męczy?". A potem ankietę ogląda lekarz, wypisuje receptę albo kieruje na EKG czy echo serca.

To trochę przesada...

- Trochę, ale w moim odczuciu nie ma medycyny bez rozmowy . Tylko wtedy buduje się zaufanie.

Czy ja muszę lubić swojego lekarza?

- Mówię o zaufaniu, nie o sympatii. Ta ostatnia byłaby nieraz nawet nie na miejscu. Bo pacjent powinien uwierzyć, że to , co ja proponuję w kwestii jego zdrowia, jest dla niego dobre. A ja nie chcę wygłaszać paternalistycznych sądów. To model leczenia poprzedniego pokolenia: kiedy lekarz nie dopuszczał zwątpienia czy burzył się, gdy pacjent chciał zasięgnąć innej opinii.

Ale czy teraz nie brniemy dla odmiany w relatywizm? Dostaję diagnozę i opinię: dolega pani to i to, ma pani wybór - leczenie farmakologiczne (szanse są takie a takie) albo operacja. Proszę wybrać. A jak ja mam wybrać?!

- Rzeczywiście, często tak się dzieje i niesłusznie przenosi się odpowiedzialność na pacjenta. To lekarz powinien dać sugestię. A jeśli udało mi się w czasie rozmowy zbudować zaufanie pomiędzy mną a panią, to ta sugestia będzie mieć zupełnie inną wagę.

A może lekarze nie rozmawiają z pacjentami, bo nie umieją tego robić? Zapomnieli?

- Być może. Znakiem czasów są artykuły, jak ten niedawno opublikowany w "Lancecie", w którym bardzo szczegółowo pisano, jak powinna wyglądać taka rozmowa : kiedy zawiesić głos, zmarszczyć brew, uśmiechnąć się, że nie należy popadać w cynizm... W USA i Wielkiej Brytanii na uczelniach medycznych powstają nawet katedry tak zwanej medycyny narracyjnej, które uczą rozmowy .

Bo może lekarze coraz bardziej zaczynają przypominać mechaników - jeden zajmie się moim sercem, drugi wątrobą. A gdzie w tym wszystkim jestem ja?

- To się wiąże z coraz większą specjalizacją medycyny . I na poziomie uniwersyteckim, w centrach badawczych, specjalistycznych klinikach to potrzebne. Nie chciałaby pani przecież, by serce operował pani chirurg, który operuje żylaki czy przepuklinę, a serce to tak przy okazji? Skutek jest też jednak taki, że często lekarz traci całościowe spojrzenie na pacjenta. Ale od tego są lekarze rodzinni, a zwłaszcza interniści.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':