http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

O czułości i butach

Mariusz Szczygieł
2012-01-07, ostatnia aktualizacja 2012-01-07 22:22

Mariusz Szczygieł
Mariusz Szczygieł
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Czechofil poleca

Václav Neckár w filmie ''Pociągi pod specjalnym nadzorem''
[kadr z filmu]
Václav Neckár w filmie ''Pociągi pod specjalnym nadzorem''
1. Odtwórcę głównej roli w filmie „Pociągi pod specjalnym nadzorem” zatwierdzał sam Hrabal. Václav Neckár - lat 22 - okazał się jak wyjęty z głowy pisarza. Kiedy reżyser „Pociągów” Jiri Menzel zobaczył Neckára po raz pierwszy, ten mały i chudy brzydal wzbudził w nim takie współczucie, że chciał mu zaraz dać pięć koron.

W rezultacie debiutant, którego nigdy nie przyjęto do szkoły filmowej (próbował cztery razy), zagrał główną rolę w filmie, który Ameryka nagrodziła Oscarem. Co więcej - w filmie, który na chwilę przed końcem XX wieku i chwilę po, trafił do światowych zestawień najlepszych filmów stulecia. Ponoć Dustin Hoffman zdecydował się na przyjęcie roli w "Absolwencie" dopiero wtedy, gdy zobaczył Neckára w "Pociągach".



Tak w 1966 r. wystartowała kariera aktora i piosenkarza, którego Menzel obsadził potem w „Skowronkach na uwięzi” (filmie obrosłym legendą, bo zaaresztowanym przez władze na 20 lat). Jury festiwalu Sopot '78 przyznało Neckárowi pierwszą nagrodę za wykonanie piosenki „ Ten chléb je tvuj i muj”.



Momentami był tak popularny jak Karel Gott, czyli czeski Presley i Pavarotti zarazem. A kiedy zagrał księcia u boku Vondráckovej w filmowej bajce "Bardzo smutna księżniczka", narody czeski i słowacki na lata otoczyły go czułością.

2. Jesienią 2001 roku szedłem do jego willi z poczuciem, że idę do legendy środkowoeuropejskiej kultury (niemal takiej jak legenda „Karel Gott”).

Kiedy stanąłem na progu salonu, Neckár- legenda zatrzymał mnie i powiedział coś, co zachwiało moim poczuciem godności tak, że omal się nie przewróciłem.

- Proszę ściągnąć buty - powiedział.

- Ale bardzo dobrze je wytarłem.

- Najlepiej będzie, jak pan ściągnie.

- Ale ja w obcym domu czuję się bez butów jak rycerz bez zbroi - wyciągnąłem jeden ze swoich koronnych argumentów, który często okazuje się skuteczny w walce, którą toczę z gospodarzami w przedpokojach.

- Myślę, że najlepiej będzie, jak pan jednak ściągnie - powtórzył.

Ten drobnomieszczański szacunek dla rzeczy i ten brak szacunku dla gościa (tak oceniła to kiedyś profesor Szyszkowska); ta nobilitacja podłogi wyniesiona ze społeczności wiejskich wychowanych na klepiskach (tak mi powiedział o tym zwyczaju reżyser Zanussi) spowodowały, że się spiąłem. Użyłem więc najcięższej broni, jaką miałem.

Największy kaliber wymagał oddechu. Westchnąłem więc i powiedziałem:

- A u Karela Gotta butów się nie ściąga.

Václav Neckár spojrzał na mnie.

- To bardzo proszę Proszę wejść w butach.

O Karelu Gotcie jedna z jego kochanek powiedziała, że po przyjściu z kolacji z nowo poznaną kobietą do domu zawsze zachowuje się jak Polak. Czyli nie ściąga od razu butów.

To oczywiście mit o jakiejś naszej wielkopańskości. Jak wszyscy wiemy - wyłącznie mit. Raz redaktorkę Klusakovą z czeskiego radia przepuściłem w drzwiach, to od razu na antenie powiedziała rozczulona: - Polacy są tacy nobl (słowo pochodzi od „noblesse” i w socjalistycznej Czechosłowacji było negatywnym określeniem tych, którzy nie należą do klasy robotniczej. Oczywiście miło było to usłyszeć synowi robotników pochodzenia chłopskiego).

Wracając do butów. Żeby nie chwytać za ręce kobiet i mężczyzn, którzy chcą u mnie w przedpokoju obuwie ściągać, natychmiast po wejściu, a czasem natychmiast po zapoznaniu się (!), i żeby nie wmawiać im, że przecież buty są przemyślanym elementem ich stroju, naolejowałem podłogę. A biały olej wżarł się w parkiet takim sposobem, że wygląda jak nieposprzątana po remoncie. Dlatego skutek odnosi zdanie: - Ale proszę tylko spojrzeć na podłogę

Różnimy się od Czechów znacznie i często o tym piszę, lecz zwyczaj ściągania butów, kiedy idziemy do kogoś z wizytą, nasze narody zbliża jak żaden. I gdyby tylko odbywały się w Republice Czeskiej chrzciny lub pierwsze komunie tak huczne jak w Polsce, to na pewno na zdjęciach z tych przyjęć widnieliby mężczyźni w garniturach pod krawatem i w samych skarpetkach.

Zaznaczę jednak, że dopuszczam dwa wyjątki. Sam z własnej woli ściągam buty w dwóch rodzajach domów: tam, gdzie są maleńkie dzieci pełzające po podłogach, i w domach starszych ludzi, dla których sprzątanie jest czynnością ponad ich siły.

3. Zostańmy jeszcze przy Václavie Neckáru. Nasza rozmowa była bardzo sympatyczna, dał mi ciekawy materiał do rozdziału „Życie jest mężczyzną” w książce „Gottland” i nie szczędził wspomnień.

Jakiś czas później te wspomnienia mu znikły.

Dziewięć lat temu podczas trasy koncertowej dostał wylewu krwi do mózgu. Zapomniał, jak się mówi, i nie wiedział, co miałby mówić. Najbardziej nie mógł sobie poradzić z szykiem wyrazów. Przez osiem lat pracował z logopedą, dziś jest dumny, że z setek swoich piosenek zna na pamięć 20.

Twórcy aktualnego hitu czeskich kin - animowanego dramatu "Alois Nebel" (nie mogłem oderwać wzroku!) - wpadli na pomysł, że piosenkę do ich filmu zaśpiewa Neckár. Film jest czeskim kandydatem do Oscara, piosenka stała się hitem jesieni (choć opowiada o pasterce), zaś jej clip na You Tubie ma w tej chwili prawie 1 mln 900 tys. odsłon. Zdanie, że to kawałek, "który potrafi wzruszyć i zatwardziałego starego chłopa", widziałem już chyba we wszystkich gazetach.

Kiedy już przeczytacie "Pociągi" i obejrzycie młodziutkiego Neckára w filmie Menzla, poszukajcie go na You Tubie, wpisując słowo "pulnocni" (to oznacza pasterkę).



Entuzjastycznym komentarzom pod klipem nie ma końca, a ktoś napisał, że "właśnie tutaj widać różnicę między panem Gottem a Neckárem, bo pana Neckára słucha też dzisiejsza młodzież". Rzeczywiście - jak na Czechy - to rodzaj kulturowego cudu: piosenka o wizycie w kościele, gdzie wisi tylko cień krzyża, zaśpiewana przez starszego pana, w dodatku bez glamouru, czyli tzw. wyglądu, spełniła potrzeby wszystkich generacji.

Come backowi 68-letniego artysty Czesi przyglądają się z czułością. Ja też obejrzałem "Pulnocni" z czułością i nawet mi się głupio zrobiło, że chciałem mu tak z butami wejść do wnętrza.

Tym artykułem zapraszamy do zakupu książki Bohumila Hrabala "Pociągi pod specjalnym nadzorem", Wyd. Agora, 2012. I do obejrzenia filmu Jirego Menzla



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3
  • 23 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    26 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':