- Co dziś rzucili? - pytamy uprzejmie.
Ekspedientka mierzy nas wzrokiem. Stoi przed nią dziwak z wąsem, kobieta z trwałą i dwuletnie dziecko, któremu spod ubrania wystaje tetrowa pielucha.
- Epoka się wam nie pomyliła? - pyta.
Ano pomyliła się.
Zmęczył nas kapitalizm, jego kryzysy, karuzela z kursem franka i kredyt mieszkaniowy, który skończymy spłacać jako emeryci. Zmęczyły wciskane co krok zabawki, bez których nasze dziecko będzie głupsze; kremy, bez których cera będzie wyglądać jak worek po kartoflach, i pastylki, bez których będziemy mieć gazy. Zmęczyły pośpiech, wyścig szczurów i atomizacja.
Chcemy zwolnić. Wymieniamy więc szafę z Ikei na meblościankę, sushi - na bitki wołowe, a komórkę - na telefon z tarczą.
22 lipca 2011 przenieśliśmy się do roku 1981. Ekspedientka, choć tego wszystkiego nie wie, zauważa, że jesteśmy inni. Woła koleżankę, która wcina kanapkę na zapleczu: - Jaśka! Państwo się pytają, co rzucili!
Jaśka wychodzi, wyciera ręce w fartuch i przygląda się nam przez chwilę.
- Wszystko rzucili naraz. W tym cały problem - stwierdza filozoficznie i wraca do nadgryzionej
kanapki.
(...)
Kolejki "Trudno dziś sobie wyobrazić sklep bez kolejki" - pisała w maju 1982 r. "Przyjaciółka". W PRL-u ludzie spędzali w kolejkach pół życia. Stało się po wszystko: chleb, mięso, meble, benzynę, papier toaletowy (o ile był).
- Moja rodzina stała kilka tygodni, by kupić meblościankę i fotele - wspomina Marta, koleżanka ze studiów. - Mama szła do pracy - zmieniał ją tata. Tata szedł na drugą zmianę - zmieniał go dziadek. A ja po szkole nosiłam im kanapki i herbatę w termosie.
- Straszne - patrzymy na siebie. Jedyne moje kolejkowe wspomnienie to kolega, który po pięciu godzinach wspólnego, przedświątecznego stania po chleb zwymiotował.
Jednak bez kolejek nasz mały PRL nie będzie prawdziwy. Postanawiamy poudawać, że wcale nie znikły. Aby zrobić pierwsze zakupy, staję na półtorej godziny przed Uniwersamem na Grochowie. Ze stoperem w ręku przesuwam się co dwie minuty o dwa metry - tak ze znajomymi obliczyliśmy tempo przeciętnej kolejki po mięso.
Nagle jak spod ziemi wyrasta przede mną ochroniarz: - Nie wolno spożywać alkoholu w obrębie sklepu.
- Gdzieżbym śmiał! Tak tylko stoję - tłumaczę się.
- Tu nie wolno stać - ochroniarz nie daje za wygraną.