Muszla klozetowa i sedes są od dawna uważane w naszym kręgu kulturowym za niezbędny element wyposażenia toalety. To one mają nam umożliwić zadbanie o właściwą higienę i zapewnić przy tym wygodę. Co więcej, te zdobycze cywilizacji są nieustannie ulepszane. Najnowocześniejsze muszle, nie dość że produkowane we wszystkich kolorach i wzorach, są dziś napakowane elektroniką. Regulowane podgrzewanie sedesu coraz częściej trafia pod strzechy, a przy odpowiednio zasobnym portfelu możemy sobie zamówić muszlę z wbudowanym elektronicznym bidetem i suszarką.

Dużym szokiem dla wielu osób jest więc sytuacja, gdy podczas podróży do Afryki czy Azji (no dobrze, nie trzeba wcale jechać tak daleko) natrafiają na przybytek wyposażony jedynie w dziurę i miejsce na stopy. - No tak, cywilizacja tu jeszcze nie dotarła - można wtedy usłyszeć wygłaszane z przekąsem komentarze z ust przedstawicieli Zachodu. Jest jednak małe "ale".
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.