No cóż, język to tylko narzędzie. Dlaczego więc nie miałby się rozprzestrzeniać po świecie razem z radłem czy sierpem?

Podobieństwo to nie przypadek

Badaczy od dawna fascynował pomysł odtworzenia językowego praprzodka. Bo że taki musiał istnieć, zauważono już w dość odległych czasach. Zwrócili na to uwagę ludzie, którym nie zależało na wycinaniu w pień lokalnej ludności, zanim odezwie się choć słowem, a bardziej na przekonaniu jej do swoich racji - misjonarze i kupcy. W XVI w. angielski jezuita Thomas Stephens podczas misji na Goa dostrzegł podobieństwa między konkani - jednym z języków używanych na terenie Indii - a greką i łaciną (no dobrze, misjonarze to słaby przykład pokojowego podboju - konkani posiadał niegdyś znaczącą literaturę, ale teksty i manuskrypty zostały zniszczone przez portugalską inkwizycję).
Pozostało 86% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.