Zgodnie z obowiązującą od drugiej połowy XX w. teorią tektoniki płyt ziemskie kontynenty nie są na stałe "przyspawane" do swoich miejsc. Są częścią wielkich płyt tektonicznych, które dryfują po morzu magmy niczym papierowe stateczki puszczane przez
dzieci w parkowych stawach. Niektóre odsuwają się od siebie, inne się zderzają, a jeszcze inne tylko ocierają się o siebie. Z powodu ich ruchu wybuchają wulkany i zdarzają się
trzęsienia ziemi.
Naukowcy wpadli na ten pomysł, m.in. obserwując kształt obecnych kontynentów. Jeśli spojrzymy na globus, a nawet na mapę, zauważymy, że np.
Ameryka Południowa świetnie pasuje do Afryki. Można by je bez trudu przytulić i połączyć w jeden ląd.
Dlatego uczeni uważają, że kiedyś rzeczywiście tworzyły one jeden kontynent.
Co więcej, obserwując, jak dziś wędrują lądy, odtworzyli wygląd Ziemi w ciągu ostatnich kilkuset milionów lat. Ich zdaniem 250 mln lat temu w rejonie obecnej Afryki istniał jeden wielki superkontynent - Pangea - który potem się podzielił.
Badacze z Yale postanowili nie patrzeć w przeszłość, ale wybiec w przyszłość. Dotychczas uważano, że kolejne superkontynenty rodzą się albo w tych samych miejscach, albo po przeciwnej stronie globu. Amerykanie wyliczyli jednak, że Amazja powstanie jakieś 90 st. od Pangei - blisko bieguna północnego.