Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Aleja powstaje przez cztery miesiące. Z obu stron jest osłonięta przez precyzyjnie wyplecione, zamykające się nad głową ściany impregnowane zgniecionymi owocami i odchodami kangurów zmieszanymi ze śliną. Skutecznie odcina widza od bodźców zewnętrznego świata. Samica w komforcie i skupieniu może się więc oddać kontemplacji odgrywanego dla niej przedstawienia.
Na arenie, do której wiedzie aleja, w stworzonej specjalnie na ten pokaz scenografii, pojawia się mistrz ceremonii. Samiec, niepozornie ubarwiony ptak wielkości kawki, wyciąga się ku górze, otwiera dziób i nieprzyzwoicie macha językiem. Potem pochyla się, prezentując tył głowy, na którym nagle rozbłyskuje różowo-fioletowy pęk piór. Ptak chwyta owoc i oferuje go samicy, by po chwili sięgnąć po inną ozdobę leżącą w zasięgu dzioba. Tak zaczyna się jednoosobowy happening jedwabnicy szarej, największego z altanników - ptaków zamieszkujących Australię i Nową Zelandię - słynących z tego, że konstruują mniej lub bardziej wyszukane budowle stanowiące wabik na samice.
Uwodzicielscy budowniczowie Altanki jedwabnic należą do bardzo wyszukanych. Aleja położona w osi północ - południe ma długość niemal metra i prowadzi na arenę wyłożoną nawet tysiącem pastelowych kamyków, kosteczek i wyblakłych muszli, wśród których tu i ówdzie leżą zielone i czerwone przedmioty: liście,
owoce i - ostatni krzyk mody wśród altanników - kawałki plastikowych linek. Wszystko po to, by zachęcić samicę do odwiedzin i utrzymać jej uwagę jak najdłużej. Bo im dłużej w alejce przesiaduje, tym większa szansa na miłosne zbliżenie. W tejże alejce, oczywiście.
Wiemy to wszystko, bo naukowcy badają jedwabnice od dekad i nadal odkrywają niezwykłe cechy altanek i ich budowniczych. Okazuje się na przykład, że z typowych dla Australii pożarów altanki jedwabnic najczęściej wychodzą bez szwanku - ma to ogromne znaczenie, bo dobrze zachowana po szybkim remoncie może służyć w kolejnym roku. Wiemy również, że samce zdobywają ozdoby do swoich altanek, kradnąc je sąsiadom, więc by zapewnić sobie powodzenie, potrzebny jest nie tylko zmysł artystyczny, ale także umiejętność przeciwstawienia się złodziejstwu.
Do tego zestawu umiejętności Laura A. Kelly i John A. Endler z australijskiego Deakin University dodają jeszcze jeden, zupełnie niezwykły. Dzisiejsze "Science" publikuje wyniki badań biologów, które pokazują, że jedwabnice sprytnie manipulują perspektywą, by mamić samice nie tylko intensywnością kolorów zgromadzonych fantów czy precyzją konstrukcji, ale także fascynującymi złudzeniami optycznymi. I to dokładnie takimi, jakie zastosowali twórcy ekranizacji "Władcy pierścieni" czy "Harry'ego Pottera", by podkreślić różnicę wzrostu między bohaterami.
Małe czy duże? Blisko czy daleko? Wszyscy robimy takie zdjęcia: indyjski Tadż Mahal złapany palcami za czubek, paryska wieża Eiffla ściskana w naszej garści albo tropikalna wyspa dźwigana w delikatnych dziecięcych rączkach. Wystarczy w odpowiedniej odległości nacisnąć spust migawki i uwiecznić specjalnie upozowaną postać na tle oddalonego obiektu.
Właściwości perspektywy i innych trików optycznych wykorzystują architekci od tysięcy lat. Sala tronowa cesarza Konstantyna w trewirskiej bazylice wydaje się znacznie dłuższa, niż jest w rzeczywistości, a osoby znajdujące się w absydzie - potężniejsze. Prosty trik opiera się na tym, że okna absydy są mniejsze od okien prowadzącej do niej nawy. Zasada, która działa we wszystkich wyżej wymienionych przypadkach, nazywa się wymuszoną perspektywą. Altanniki doprowadziły jej wykorzystanie do perfekcji.
Triki z wymuszoną perspektywą stosują także filmowcy. Dzięki temu Gandalf siedzący przy stole z Frodem wydaje się wobec niego olbrzymem, choć Ian McKellen do potężnych nie należy. Po prostu w trakcie robienia zdjęć sadzano go bliżej kamery, Elijaha Wooda dalej, a operatorzy, oświetleniowcy i scenografowie wszystko tak zgrabnie ustawiali, że widzowie gotowego filmu dają się nabrać, iż postacie znajdują się blisko siebie, za to znacznie różnią się gabarytami.
Porządek i zaskoczenie O tym, że jedwabnice w ogóle przywiązują wagę do perspektywy, prof. Endler przekonywał świat nauki już dwa lata temu w "Current Biology", a magazyn "Discover" uznał takie spojrzenie na zaloty altanników za jedno ze stu najważniejszych odkryć 2010 r. Endler i jego współpracownicy udowodnili bowiem, że jedwabnice celowo układają muszle, kości i kamyki w sposób uporządkowany - od małych przy wyjściu z alei, poprzez średnie i coraz większe w dalszej odległości przy arenie. Dowodem na zamierzone działanie ptaków był prosty eksperyment: naukowcy pomieszali obiekty na arenie, na co zalotnicy zareagowali natychmiastowym przywracaniem porządku.
Kiedy się patrzy na taki wzór z perspektywy samicy stojącej w alei, wszystkie obiekty na arenie wydają się mieć taką samą wielkość. Symetria i uporządkowanie przestrzenne wzorów na ciele są wysoko cenione przez samice wielu gatunków zwierząt i zwykle bardziej symetryczne samce, także wśród ludzi, mają większe powodzenie. Łatwo więc wyobrazić sobie, że uporządkowanie kamyków będzie miłe dla żeńskiego oka jedwabnicy.
W "Science" naukowcy idą o krok dalej w swoich wnioskach i wiążą efekty wizualne uzyskiwane przez samce z sukcesem rozrodczym. Dzięki ułożeniu fantów od małych z przodu sceny do największych w oddali zalotnik może tworzyć iluzje wielkości i długości - pierwsze znane jest w psychologii jako złudzenie Ebbinghausa, drugie - Wundta i Jastrowa.
Po przeanalizowaniu ponad półtora tysiąca godzin nagrań z kamer wymierzonych w 20 altanek naukowcy stwierdzili, że zaledwie ośmiu samców odbyło stosunek z samiczką. Najbardziej poszczęściło się tym, którzy najporządniej poukładali obiekty na arenie w osi alejki (mniejsze znaczenie miało uporządkowanie prawo - lewo). Takie uporządkowanie daje najlepsze rezultaty przy efekcie Ebbinghausa. Owoce leżące między mniejszymi kamykami wydają się większe, a te leżące między większymi - mniejsze niż w rzeczywistości. W momencie, kiedy samiec bierze je do dzioba w czasie popisów, przywraca im właściwą perspektywę. Samicę ten efekt dziwi i intryguje, więc czeka na więcej.
Inteligentne czy tylko skuteczne? Czy tak rzeczywiście samica czuje, nie wiadomo. I to właśnie zarzucił odkrywcom autor komentarza w tym samym numerze "Science" zatytułowanego "Iluzjoniści o ptasich móżdżkach" - psycholog z University of
Sydney Barton L. Anderson. "Wizualny fakt bardziej uporządkowanej struktury, a nie iluzja, może być jedynym czynnikiem determinującym jej [samicy] preferencję" - pisze profesor psychologii, zapominając chyba, że iluzja w świecie zwierząt jest powszechnie stosowana, a ptaki są wybitnymi wzrokowcami.
Co więcej, by taka psychologiczna sztuczka w zalotach wyewoluowała, nie trzeba wcale wybitnej inteligencji, choć akurat altanniki są blisko spokrewnione ze słynącymi z intelektu krukowatymi. Wystarczyło, że jeden samiec altannika lubił układać kamyki i muszle tak, że bawiło to samice bardziej niż ułożenie w altankach jego sąsiadów. Przełożenie na dziesiątki potomków (i tym samym sukces ewolucyjny) miał już w pierwszych zalotach, bo altanniki to nie monogamiści - nie muszą mozolić się, by spłodzić choć jedno
dziecko (ze swoją unikalną cechą) więcej niż sąsiad. Mistrzowie wśród jedwabnic kopulują z wieloma samiczkami i od razu przekazują swoje cechy większości młodego pokolenia. Natomiast samo ułożenie może być kwestią gustu determinowanego przez geny. Widok takiego, a nie innego ułożenia kamyków i kości może ptakom całkiem intuicyjnie "pasować" albo nie. Gdy im kamyk "nie konweniuje", to przekładają go gdzie indziej, co z kolei może, ale nie musi, się spodobać samicom.
Opisywane w "Science" ptaki wykazują nie niezwykłą, lecz uniwersalną wrażliwość w świecie zwierząt - fascynację elementem zaskoczenia. To właśnie ono - przy minimalnych różnicach w budowie altanek rywali - może mieć decydujące znaczenie, u kogo samice zatrzymają się na dłużej. To natomiast już bezpośrednio przekłada się na sukces rozrodczy mistrzów iluzji. Wystarczy więc, że altanniki będą miały iluzję w genach, nie w głowie. I to jest najbardziej fascynująca siła ewolucji.
Dla Gazety
prof. Tomasz Wesołowski
Pracownia Biologii Lasu Uniwersytetu Wrocławskiego Iluzja jest wokół nas! Stosują ją wszyscy, od najprostszych mikroorganizmów oszukujących system immunologiczny gospodarza, by nie rozpoznał ich jako ciało obce i nie zabił, nim zdążą przeniknąć do jego komórek, po triki używane przez - uważane za najinteligentniejsze na Ziemi stworzenia - ptaki i ssaki.
Zwierzęta, którym zależy na kamuflażu, doprowadziły iluzję do perfekcji; wiele ptaków, jak lelki czy sowy, cała rzesza ryb, mnóstwo ciem i innych bezkręgowców pozostają niewidoczne, dopóki się nie poruszą. Wiele zwierząt skutecznie zataja swoją tożsamość - są muchy wyglądające jak pająki, pająki udające mrówki, gąsienice imitujące węże. Żyjemy w świecie iluzji, a udawanie, oszustwo są pewnie równie stare jak samo życie.
Do tworzenia iluzji nie potrzeba inteligencji - wystarczy wygrana w wyścigu ewolucyjnym. Ten, komu lepiej pozorowanie wychodzi, dzięki czemu lepiej przeżywa ataki wrogów lub robi większe wrażenie na partnerach seksualnych, przekazuje swe cechy większej liczbie potomstwa. Ponieważ "iluzjoniści" spotykają się z przeciwdziałaniami "oszukiwanych", muszą z pokolenia na pokolenie swe sztuczki doskonalić.
Efekty takich "ewolucyjnych wyścigów zbrojeń" bywają niesamowite, np. kwiaty storczyków tak dobrze imitują wygląd i zapach samic os, że zwabione samce os próbują z nimi kopulować. Albo samice drapieżnych świetlików skutecznie naśladujące błyski innych gatunków, by przywabić potencjalne ofiary.