Adam Wajrak: Las niechroniony przez leśnika zginie. Młode drzewa nie mogą wyrosnąć, bo są zjadane przez roślinożerców. Objedzą je jelenie, łosie i żubry - i po nich. Nie następuje wymiana pokoleń drzew. Zespół, w którym jesteś, prowadzi badania dotyczące tego zagadnienia. Czy to prawda? Dr. Dries Kuijper Instytut Biologii Ssaków PAN w Białowieży: Zajmujemy się wpływem, jaki mają duże ssaki kopytne, takie jak żubr, łoś, sarna, dzik oraz najważniejszy z nich, czyli jeleń, na ekosystem leśny. Oczywiste jest, że zwierzęta takie jak jeleń, łoś czy sarna, a nawet w pewnym stopniu żubr zjadają całą masę siewek, czyli naprawdę młodych drzewek. Inne, nieco starsze, drzewka obgryzają, zjadając ich pędy i korę. Tak wpływają na skład gatunkowy drzew i kształt lasu. Natomiast z całą pewnością nie można mówić, że las bez ochrony ze strony człowieka, pozostawiony na pastwę roślinożerców zginie.
Skąd to wiadomo? - To widać w rezerwacie ścisłym Białowieskiego Parku Narodowego. To chyba jedyne tego typu miejsce w Europie i być może jedno z niewielu na świecie, gdzie możemy obserwować las taki, jaki kiedyś porastał strefę umiarkowaną. Ten las świetnie daje sobie radę bez pomocy ze strony człowieka, bez konieczności ochrony i nie widać, żeby mu jakoś specjalnie zagrażały zwierzęta.
Może roślinożerców jest tam po prostu mało. - W Puszczy Białowieskiej, podobnie jak wszędzie, liczebność zwierząt podlega wahaniom. Czasami z przyczyn naturalnych, czasami na skutek działań człowieka. Raz jest ich mniej, jak na przykład w XVII w., gdy znikły stąd jelenie, zapewne na skutek ochłodzenia klimatu. Potem więcej, jak w czasach carskich, gdy wybito duże drapieżniki, więc roślinożerców było naprawdę dużo. Natomiast w czasie I i II wojny światowej zwierząt było bardzo mało na skutek działania kłusowników. Wreszcie dziś jest ich całkiem sporo. Pomimo to las zawsze się regeneruje i daje sobie radę. Mało tego, zagęszczenia ssaków roślinożernych w rezerwacie ścisłym są dwa razy większe niż w gospodarczych częściach Puszczy.
Dlaczego jest ich tam więcej? Bo mają więcej dobrego jedzenia, właśnie w postaci młodych drzewek oraz żołędzi, które co parę lat zrzucają wielkie dęby. Tam też mają więcej spokoju. Ciekawe jest również to, że jelenie, które urodziły się na terenie ochrony ścisłej, rzadko ten teren opuszczają. Mimo że akurat tam roślinożerców jest więcej niż w części gospodarczej, rosną tam również nowe pokolenia drzew, których nie zasadził, a tym bardziej nie chronił przed roślinożercami człowiek.
Drzewa potrafią sobie same radzić z roślinożercami? - Tak, są znakomicie do tego przygotowane. Czasami, gdy patrzę na młode graby, które są tak obgryzione, że wyglądają jak drzewka bonzai, wydaje mi się, że one muszą zginąć. A tu zupełnie niespodziewanie z takiego bonzai wyrasta dorodny grab. Graby są jednym z najczęściej zjadanych przez roślinożerców drzew, ale młode rośliny potrafią to przetrwać. Przybierają krzaczastą formę, wypuszczając masę gałęzi bocznych. To na tych bocznych gałęziach koncentrują się jelenie i tak zmniejsza się presję na pęd, który pójdzie do góry. One potrafią czekać kilka lat na okazję, by w końcu wystrzelić w górę i w ten sposób uciec spod pyska jeleniowi. To może być jedna z przyczyn, dla których grab obecnie jest w ekspansji - po prostu inaczej niż innym gatunkom drzew nie przeszkadza mu, że jest zjadany.
No właśnie. Leśnicy ostrzegają, że pozostawienie przyrody samej sobie spowoduje, że Puszcza zamieni się w monokulturę grabową. - Nie obawiałbym się tego. Razem z prof. Bogumiłą Jędrzejewską i Marcinem Churskim analizowaliśmy dane historyczne i zawsze były tu gatunki drzew, które są i teraz: dąb, sosna, świerk, klon, grab, lipa. I zawsze było też tak, że któryś z tych gatunków był dominujący, ale nigdy nie oznaczało to zagłady pozostałych. Dominacja poszczególnych gatunków zależała od rodzaju panujących w danym okresie zakłóceń w ekosystemie leśnym. W XVIII wieku, gdy było dużo pożarów, dominująca była sosna. W latach 20. i 30. XX wieku z obawą pisano o świerku. Tak samo miał opanować puszczę jak dzisiaj grab. Świerk był w ekspansji, która - jak wiadomo - się skończyła. Dziś mamy ekspansję graba, która może potrwać kilkadziesiąt lat, a potem nastąpi era innego gatunku. Jakiego? To zależy od bardzo wielu czynników, w tym zmian klimatycznych. W instytucie przyjmujemy zakłady o to, który to może być gatunek.
Wróćmy do nowych pokoleń drzew. Graby dają sobie radę, ale inne gatunki, na przykład dąb, już nie - tak mówią leśnicy. - To nieprawda. Nowe pokolenia dębów pojawiają się w warunkach naturalnych. Oczywiście muszą mieć ochronę przed zgryzaniem i tą ochroną jest po prostu martwe drewno. Kłody martwych drzew chronią je przed pyskami jeleni. To pokazują nasze badania oraz zupełnie niezależne od nich badania wykonane przez dr. Andrzeja Bobca - młode dęby rosną tam, gdzie kornik zabił, a potem wiatr wywrócił świerki. Ciekawe jest to, że wbrew pozorom młode dęby nie rosną z sukcesem tam, gdzie można obecnie zobaczyć gigantyczne stare dęby, ale tam, gdzie rosły właśnie świerki. To pokazuje, że las to struktura dynamiczna nie tylko w czasie, ale i w przestrzeni. Tymczasem my przyzwyczailiśmy się do lasów gospodarczych, w których jak gdzieś rosła sosna, to musi tam być zawsze, a jak gdzieś były dęby, to tam powinny być na wieki. W lesie naturalnym to tak nie funkcjonuje.
Martwe drewno naprawdę jest takie ważne? - Oczywiście. To klucz do odnawiania się naturalnego wielu gatunków drzew. Martwe drewno powstaje po przewróceniu się drzew przez wiatr. W tak powstałych lukach jest z jednej strony dużo więcej światła, które umożliwia szybki wzrost młodym drzewom wielu gatunków, zwłaszcza tzw. pionierskich, a z drugiej strony leżące już martwe drzewa stanowią naturalną ochronę przed zgryzaniem. Można to zaobserwować, idąc przez rezerwat ścisły i tę część parku narodowego, która jest chroniona od 1996, a walki z kornikiem zaprzestano tam dopiero w 2005 roku. Martwego drewna jest więc tam mniej niż w rezerwacie ścisłym, gdzie właściwie nigdy nie było dużych cięć. Wystarczy przekroczyć niewielką rzekę, która jest granicą tych dwóch obszarów, by zobaczyć, że dęby mają się lepiej tam, gdzie człowiek nie gospodarował, niż tam, gdzie - jak się powszechnie uważa - do niedawna dbał o las. Zresztą martwe drewno potęguje działanie drapieżników.
W jaki sposób? - W powszechnej opinii wilki oddziałują na jelenie tylko w taki sposób, że utrzymują ich liczebność na określonym poziomie. Ale to uproszczenie. Tam gdzie są wilki, jelenie, czyli ich główne ofiary, zachowują się inaczej. Zrobiliśmy taki eksperyment. Umieściliśmy kamery w miejscach, gdzie żerują jelenie. W niektórych wyłożyliśmy świeże odchody wilka. W tych miejscach jelenie 80 proc. czasu poświęcały na rozglądanie się. Na jedzenie młodych drzewek zostawało im bardzo mało czasu. A to szansa, z której mogą korzystać na przykład dęby lub inne gatunki drzew.
Ale co ma do tego martwe drewno? - Z badań moich kolegów z instytutu wynika, że na wilczych terytoriach są takie obszary, w których te drapieżniki przebywają częściej. To na przykład rejony nor, w których rodzą się młode. Postanowiliśmy się im przyjrzeć. Okazało się, że na takich terenach młode drzewa są w mniejszym stopniu zgryzane. Presja na młode drzewka jest o 10 proc. mniejsza niż gdzie indziej, a to już coś. W tych wilczych miejscach widać też, że roślinożercy wyraźnie unikają obszarów, gdzie jest dużo martwego drewna. Za kłodami i wykrotami może się kryć drapieżnik, mogą utrudniać ucieczkę przed nim. To pokazuje, jak złożone są mechanizmy, które rządzą naturalnym lasem.
No dobrze, ale czy te mechanizmy mogą funkcjonować też w tych częściach Puszczy, które już zostały przekształcone przez człowieka? - Jestem przekonany, że tak. Widać, jak powoli naturalne procesy zaczynają wracać do lasów od niedawna chronionych w poszerzonym parku narodowym. Oczywiście my, ludzie, jesteśmy bardzo niecierpliwi. Patrzymy na las z perspektywy naszego życia albo krótszej - 30-40 lat
pracy w jednym miejscu, takim jak park narodowy lub nadleśnictwo. Tymczasem rosnące tu drzewa takie jak dęby mogą żyć nawet kilkaset lat. To jest ich perspektywa czasowa. W Puszczy Białowieskiej mamy wszystko, co trzeba, żeby funkcjonowała bez ingerencji ze strony człowieka. Na terenach chronionych i tych, które nie są chronione, rosną te same gatunki drzew, żyją ci sami roślinożercy i drapieżniki. Naturalne mechanizmy pozwalające, żeby to, co zmienił człowiek, znów zaczęło działać, mogą się odtworzyć w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat. Oczywiście, jeżeli przestaniemy ingerować i obejmiemy te tereny ochroną.