http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jakub Karol Parnas - burzliwe życie wybitnego biochemika

Sławomir Zagórski
2011-12-02, ostatnia aktualizacja 2011-12-02 11:10

- Jak można zaplanować odkrycie? - Parnas pytał z niedowierzaniem podczas posiedzenia Rady Naukowej ZSRR

Jakub Karol Parnas
archiwum prywatne
Jakub Karol Parnas
Renata Parnas
archiwum prywatne
Renata Parnas
Moskwa, maj 1943 roku. Profesor Jakub Karol Parnas usiłuje znaleźć zajęcie. Trwa wojna, o prowadzeniu aktywnej działalności naukowej trudno marzyć, ale trzeba przecież gdzieś mieszkać, z czegoś żyć. Zdesperowany Parnas dopytuje się wśród rosyjskich profesorów, co robić. W końcu jeden z nich daje mu do zrozumienia, że nigdy nie znajdzie tu miejsca dla siebie, o ile stosowny rozkaz nie przyjdzie ze szczytu władzy.

- Słuchałem go przygnębiony - wspominał później Parnas - ale okazało się, że tkwiła w tym też pewna szansa na ratunek. - Otóż, jak uświadomił mnie mój rozmówca, zaraz obok głównej bramy Kremla znajduje się specjalna skrzynka na listy kierowane bezpośrednio do Stalina. Aby list dotarł na biurko wodza, musi dotyczyć wojny z Niemcami i zawierać konkretną propozycję działania pozwalającego na uzyskanie przewagi nad nieprzyjacielem - dodaje.

- Myślałem nad tym intensywnie i w końcu wpadłem na pomysł. Napisałem nocą list do Stalina, że istnieje pewna substancja chemiczna, która mogłaby się przydać wyczerpanym i głodnym sowieckim żołnierzom na froncie. Substancją tą jest kofeina, a ja mógłbym spróbować wytwarzać ją z czegoś, co jest powszechnie dostępne, a mianowicie z kurzych odchodów - mówi.

Następnego ranka Parnas osobiście wrzuca list do skrzynki na Kremlu. Reakcja jest natychmiastowa. Przed upływem 24 godzin profesora odwiedza oficer NKGB [Ludowy Komisariat Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR] i wręcza wezwanie do stawienia się nazajutrz o godz. 12 przed obliczem Stalina. Zdenerwowany Parnas udaje się na Kreml pół godziny przed czasem. Równo w południe zaczyna się krótka audiencja. Stalin pyta, co jest potrzebne do realizacji projektu.

- Zakład pracy z elementarnym wyposażeniem chemicznym i oficjalny tytuł do wykonania zadania - odpowiada uczony.

- To wszystko można załatwić - odpowiada Stalin. - Spasiba za Wasze priedłażenie.

W ciągu kilku dni Parnas dostaje pomieszczenie nadające się na pracownię i nominację na kierownika zakładu biochemii. Nie mija tydzień, a do pracowni trafia kilka metrów sześciennych kurzych odchodów.

Austriak, Czech czy Polak?

Nie wiadomo, czy ta relacja jest prawdziwa. Zaczerpnąłem ją ze wspomnień nieżyjącego już lekarza prof. Tomasza Cieszyńskiego, studenta Parnasa na Uniwersytecie Lwowskim.

Wszystkim moim rozmówcom wydaje się ona bardzo mało prawdopodobna.

Prof. Jolanta Barańska: - Ani w licznych listach profesora, ani w relacjach osób, które go jeszcze pamiętały, nie pada słowo o liście Parnasa do Stalina. Z innych źródeł wynika, że profesor został zaproszony do Moskwy, gdzie zaoferowano mu stanowisko dyrektora Zakładu Chemii w nowoczesnym Instytucie Medycyny Doświadczalnej.

Nie rozstrzygniemy tu, jak było naprawdę, cofnijmy się natomiast o 59 lat do narodzin naszego bohatera.

Jakub Karol Parnas przychodzi na świat 16 stycznia 1884 r. w Mokrzanach koło Tarnopola [wówczas Galicja, dziś Ukraina]. Jest dzieckiem Oskara Parnasa, właściciela ziemskiego, i Gabrieli z domu Bernstein. Żydowskie pochodzenie odegrało istotną rolę jego w życiu, choć on sam w wieku 36 lat przejdzie na katolicyzm.

Szkołę podstawową kończy w Tarnopolu, a gimnazjum we Lwowie. Rodzice są na tyle zamożni, że stać ich na wysłanie syna na studia do Berlina, następnie do Strasburga. Na początku XX w. nie istnieje jeszcze dziedzina zwana biochemią, a nauka o przemianach chemicznych zachodzących w organizmach żywych to chemia fizjologiczna. To właśnie ten przedmiot pochłania Parnasa najbardziej.

W 1906 r. robi dyplom i zaczyna pracować na Politechnice w Zurychu. Trafia do laboratorium późniejszego laureata Nagrody Nobla prof. Richarda Willstättera. Błyskawicznie, bo już w 1907 r., robi doktorat, którego tez broni na Uniwersytecie w Monachium, następnie wraca jako asystent na Uniwersytet w Strasburgu. Tam już na dobre wsiąka z chemię żywych organizmów. Pasjonuje się przemianami energetycznymi w mięśniach. W 1914 r. trafia do pracowni prof. Fredericka Hopkinsa w Cambridge, który prowadzi prace nad pojawianiem się w mięśniach kwasu mlekowego.

I wojna światowa zastaje go w Cambridge. Jako obywatel austriacki nie może pozostać w Anglii. Wraca do kraju, gdzie zostaje wcielony do armii, i pracuje w wojskowej służbie zdrowia.

W 1916 r. przyjeżdża do Warszawy i na tamtejszym Uniwersytecie organizuje od podstaw Zakład Chemii Fizjologicznej.

Po zakończeniu wojny ma prawo wybierać jedno z trzech obywatelstw - może zostać Austriakiem, obywatelem Czechosłowacji lub Polakiem. Ten władający kilkoma językami niezwykle obiecujący naukowiec, który ze swoim dorobkiem znalazłby bez trudu pracę w dowolnym laboratorium w Europie, bez wahania wybiera Polskę.

Lwów

W Warszawie czuje się jednak nie najlepiej. Czasy są zresztą niespokojne. W 1919 r. Parnas wstępuje do Wojska Polskiego i bierze udział w wojnie z bolszewikami.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 1
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':