Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w
Olsztynie (RDOŚ) podpisała w lipcu zezwolenie na odstrzał 250 kruków, 190 wron siwych oraz 600 srok. Pomysłodawcą było Szczycieńskie Towarzystwo Przyrodnicze skupiające... głównie myśliwych, według których krukowate są odpowiedzialne za spadek liczby zajęcy i kuropatw. W środowisku ekologów zawrzało.
Kiedy we wrześniu "Gazeta" o tym napisała, sprawie postanowiła przyjrzeć się także Główna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Wczoraj wstrzymała decyzję o odstrzale. - Jest podejrzenie, że przy jej podejmowaniu mogły wystąpić wady proceduralne - mówi jej rzecznik Monika Jakubiak. - Najpóźniej za dwa i pół tygodnia sprawa zostanie rozstrzygnięta.
Stanisław Dąbrowski, dyrektor RDOŚ, powiedział nam, że nie będzie się odwoływał od decyzji głównej dyrekcji niezależnie, jaka ona będzie.
- Nareszcie coś się ruszyło w tej sprawie - komentuje Katarzyna Groblewska, rzecznik Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. - Najważniejsze, że na razie myśliwi nie mogą strzelać. To także sygnał dla RDOŚ z innych województw, by z większą uwagą przyglądały się podobnym zakusom środowisk łowieckich.
Dziś towarzystwo kończy zbieranie podpisów pod petycją w tej sprawie. - Jest ich już ponad 5 tys., mamy nadzieję, że wywrą dodatkową presję na dyrektora generalnego - dodaje Groblewska.
Ryszard Żebrowski, prezes Szczycieńskiego Towarzystwa Przyrodniczego, powiedział, że odwoła się do sądu administracyjnego, bo w jego ocenie decyzja o odstrzale jest już prawomocna. - Próba jej unieważnienia to błąd i niezrozumienie potrzeb środowiska. Niepotrzebnie zadziałały emocje, bo ktoś lubi kruki. Ptactwa drapieżnego jest zdecydowanie za dużo, stanowią zagrożenie dla innych gatunków zwierząt - stwierdził. Według niego odstrzał praktycznie jeszcze się nie rozpoczął, bo myśliwi wyznaczeni przez koła łowieckie przechodzili dotychczas specjalistyczne szkolenia.