W wydanym na stronach RDOŚ oświadczeniu dyrektor tej instytucji Stanisław Dąbrowski broni decyzji o odstrzale około tysiąca ptaków krukowatych, w tym 250 kruków. Przypomnę, że wniosek o zezwolenie na strzelanie złożyło Szczycieńskie Towarzystwo Przyrodnicze (skupiające głównie myśliwych), które chce w ten sposób uchronić zające i kuropatwy. Załącznikiem do tego wniosku jest opinia prof. Romana Dziedzica. Profesor pisze w niej, że krukowate są powszechnie uznawane za szkodliwe. Poza tą obiegową opinią nie przytacza żadnych badań ani danych na poparcie swojej tezy. Podobnie niepoparta żadnymi badaniami jest opinia prezydium Wojewódzkiej Rady Ochrony Przyrody. "Po rozpatrzeniu wszystkich aspektów sprawy [...] podjęto decyzję zgodną z prawem. Zezwolono w niej na redukcję gatunków objętych ochroną częściową mających liczne populacje, a powodujących istotne ubytki wśród kuropatw i zajęcy - pisze dyrektor Dąbrowski. I dodaje: - Pragnę podkreślić, że teza, jakoby kruk był jedynie padlinożercą, nie znajduje potwierdzenia w wynikach badań dr. Marka Panka z 2005 r., które wykazały, że w okresie wczesnowiosennym (marzec, kwiecień) kruki zabijały 19 proc. średniej liczby zajęcy z pierwszego miotu".
Dyrektor Dąbrowski sądzi zapewne, że te badania są potwierdzeniem słuszności jego decyzji. Śmiem twierdzić, że jest inaczej. Tak się składa, że mam te wyniki przed sobą. To praca "Aktywność kruka na terenach polnych oraz próba oceny jego drapieżnictwa na zającach" zamieszczona w książce "Ptaki krukowate Polski". Badania te polegały na obserwacji kruków w okresie rozrodu zajęcy, czyli w marcu i kwietniu. Łącznie zespół naukowców stwierdził dziesięć udanych ataków kruków na kręgowce. Ofiarami były: jeden ptak, dwa płazy, cztery drobne ssaki - zapewne myszy lub norniki - oraz trzy młode zające. Słownie: trzy!!! Kruki schwytały 1,6 młodego zająca na kilometr powierzchni. Ponieważ zagęszczenie młodych zajęcy wynosi około 8,4 młodego na kilometr kwadratowy, daje nam to 19 proc. Przy tym trzeba wiedzieć o dwóch rzeczach.
Po pierwsze, badanie dotyczyło tylko pierwszego, wczesnowiosennego miotu, czyli czasu, gdy młode nie miały za bardzo gdzie się chować. Później ataków kruka na zające nie było. A mogą one mieć nawet cztery mioty w roku. Z kolei całkowita śmiertelność dla całego okresu rozrodu, jak podaje dr Panek, wynosi 5-7 proc. Po drugie, w naszych warunkach do późnej jesieni nie przeżywa od 75 do 90 proc. młodych zajęcy! Główną przyczyną nie jest kruk, ale lis i prace rolne. Dr Panek w swojej pracy pisze: "Kruk na zające może znacząco wpływać jedynie wczesną wiosną, natomiast biorąc pod uwagę cały okres rozrodu, straty powodowane przez te ptaki okazały się niewielkie".
Nie wiem, czy dyrektor Dąbrowski przeczytał publikację, na którą się powołuje. Wygląda na to, że nie. A ponieważ prosi w swym oświadczeniu o obiektywną ocenę faktów, to służę pomocą. Podjęto złą decyzję na podstawie marnych argumentów. Dopóki nie rozpoczęło się strzelanie do kruków, pora się z tego wycofać!
Źródło: Gazeta Wyborcza