Wojciech Mikołuszko: O czym pani myśli?Dr Sabina Pierużek-Nowak: Że chociaż politycy i dziennikarze często narzekają, to
Polska się coraz szybciej rozwija. I to jest problem.
Dla kogo?- Dla wilków, nowe drogi i autostrady tworzą przed nimi potężne bariery.
Dlaczego martwi się pani o wilki?- Równie dobrze może pan zapytać tych, którzy zajmują się bezdomnymi, dlaczego to robią. Oni też spotykają się ze zdziwieniem, niezrozumieniem, nie oczekują wdzięczności, a tym bardziej rekompensaty finansowej. Jesteśmy po prostu wrażliwi na krzywdę. Wilki doznały olbrzymich krzywd, niezrozumienia i braku akceptacji ze strony człowieka.
W jaki sposób autostrady im zagrażają?- Są grodzone z obu strony, podobnie jak drogi ekspresowe. Powstają bariery, których żaden ssak lądowy nie przekroczy bez problemów.
Rozumiem, że to dla ich bezpieczeństwa, żeby nie ginęły pod kołami.- Wyobraźmy sobie, że wszyscy - 40 milionów Polaków - żyjemy w wioskach, między którymi nie ma żadnej łączności. Wkrótce w każdej osadzie wszyscy byliby ze sobą spokrewnieni, nie mogliby zakładać rodzin, mieć zdrowych dzieci. Podobnie jest w świecie zwierząt, gdy ich środowisko zostanie pocięte przez autostrady i linie kolejowe.
Ale...- Przecież to tak łatwo zrozumieć! Sami budujemy drogi z potrzeby kontaktowania się z innymi. To nie tylko przejaw towarzyskości, to potrzeba biologiczna. Trudno odmawiać tego prawa innym gatunkom, zwłaszcza wilkom, które są nam tak bliskie.
Bliskie?- Ależ tak. Jesteśmy gatunkiem bardzo społecznym, wilki też. Żyjemy w rodzinach, wilki w grupach rodzinnych. Najważniejsi w ludzkiej rodzinie są
rodzice, jedna para na rodzinę, u wilków tak samo. W wychowaniu najmłodszych często pomagają starsze dzieci, podobnie u wilków. Dzieci, które dorosły, odchodzą z rodziny i szukają partnerów, osób niespokrewnionych, zwykle gdzieś poza miejscem zamieszkania. Identycznie zachowują się wilki.
Poza tym i ludzie, i wilki są czuli wobec siebie. Rodzice się zwykle kochają - przynajmniej na początku, kiedy zakładają rodzinę. A dzieci kochają rodziców.
To jak w bajce o Czerwonym Kapturku, tylko na odwrót.- Nie przepadam za nią. Karmienie takimi opowieściami w dzieciństwie ma wpływ na to, jak potem dorośli postrzegają wilki. A to my jesteśmy zagrożeniem dla nich, a nie one dla nas.
Odbiega to od popularnego wizerunku - krwiożerczych bestii, które zagryzają nie tylko ludzi, ale i siebie nawzajem.- Pisali to ludzie, którzy nie mieli pojęcia o biologii tego gatunku. Może też dlatego, że kiedyś obserwowano wilki wyłącznie w wolierach i ogrodach zoologicznych. Do jednej klatki trafiały zwierzęta zupełnie sobie obce, nic dziwnego, że nie tworzyły prawdziwej grupy rodzinnej. Panowały między nimi takie układy jak w ludzkich więzieniach. Wszyscy chcą przeżyć i mieć dostęp do zasobów, jakichkolwiek. Kończy się to brutalną walką.
W lesie ciągłe waśnie wewnątrz grupy zmniejszają szanse przetrwania. Grupa rodzinna powstaje naturalnie. Spotyka się para wilków, ma szczenięta, wspólnie je wychowuje, w roku następnym starsze rodzeństwo pomaga w opiece nad młodszym. Oczywiście, konflikty się zdarzają, jak to w rodzinie. Dorastający syn kłóci się z ojcem. Gdy staje się to nieznośne, odchodzi i szuka sobie dziewczyny. W interesie grupy rodzinnej nie jest hodowanie konfliktów, tylko w miarę harmonijne życie.