http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Iwona Pomian: marzę, żeby znaleźć pozostałości z epoki kamienia w Zalewie Puckim

rozmawiał Adam Leszczyński
2011-09-06, ostatnia aktualizacja 2011-09-07 13:53

Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Martwi mnie to, jak wraki są niszczone przez ludzką głupotę i bezmyślność. Przetrwały setki lat i zaczęły być niszczone w XX wieku. To mnie porusza.


Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Adam Leszczyński: O czym pani myśli?

Iwona Pomian: Że niewiele po nas pozostanie pod wodą, same metalowe wraki, które bardzo szybko ulegną zniszczeniu. Bo w wodzie metal jest dużo mniej trwały od drewna.

Żal ich?

- Metalowe to już nie ten klimat. Drewniane są piękne, po prostu poezja.

Co takiego jest w nich?

- To magia, inny świat. Zbliżam się do wraku, światło wydobywa z ciemności burtę, pokład i kolejne przedmioty, ułożone dokładnie tak jak wtedy, kiedy statek tonął. W trakcie badań wyłaniają się z piasku jakieś naczynia, skrzynia z narzędziami ciesielskimi, zwoje lin... Mam w pamięci wiele takich obrazów, to robi nieziemskie wrażenie, kto nurkuje, ten zna to uczucie.

Znalazła pani kiedyś skarb?

- Pewnie! I to nieraz. Ale dla mnie skarbem są zabytki.

Niech pani opowie.

- Na przykład w średniowiecznym porcie w Pucku - potężne stanowisko, 12 hektarów pod wodą - od 1978 r. znaleziono pięć wraków. Najstarszy, z połowy X wieku, to wielki skarb. Od lat budził emocje. Jego konstrukcja ma cechy zarówno łodzi skandynawskich, jak i słowiańskich. Taki niezwykły miks. W Europie są tylko dwa czy trzy podobne.

Jacyś słowiańscy wikingowie?

- Podejrzewam, że to była duńska jednostka (ustaliliśmy, że drewno pochodzi częściowo z Danii), który została zdobyta i przejęta przez Słowian, a potem odbudowana przez lokalnego szkutnika. Wydobyliśmy go i będzie rekonstruowany. To było wyzwanie, bo jest bardzo delikatny! Na statku zachował się nawet len, który został tam zatopiony - moczyło się go przed obróbką.

Wiadomo, jak zatonął?

- W tych czasach nasi słowiańscy przodkowie najeżdżali, łupili i palili skandynawskich sąsiadów. Może więc ten statek przypłynął tu w ramach rozprawy ze słowiańskim piractwem? Pewności nie będziemy mieli już chyba nigdy.

Innym razem badałam wrak kogi [średniowieczny żaglowiec handlowy] z XIII wieku w basenie portowym w Rowach. Robotnicy wjechali w niego podczas pogłębiania portu. Wyjęli deski i wieczorem zaczęli palić nimi w ognisku. Tyle że drewno z wraków nie nadaje się do palenia. Było w specjalny sposób konserwowane i po tylu latach potwornie śmierdzi, kiedy się je pali. Zrobiła się afera, mieszkańcy zawiadomili media i w końcu wezwano nas.

Byłam sama wtedy w biurze. Pojechałam od razu. To najgorsze miejsce w porcie - tam, gdzie się zbierają wszystkie śmieci spływające rzeką. Jakiś olej. Zdechłe ryby.

A pani w to wskakuje.

- Nurkuję, pakuję z obrzydzeniem ręce w muł. I czuję, że trafiam na drewno - od razu wiem, że to burta wraku.

Skąd pani to wie?

- Jeżeli w środku konstrukcji jest długo nieruszana woda, to łatwo poznać - bo jest zimniejsza niż wszystko dookoła. I muł w środku ma specyficzną strukturę. Jak ktoś dużo pracuje na wrakach, to od razu wyczuwa, że trafił na coś, co leży od bardzo długiego czasu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 2
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    34 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':