Adam Leszczyński: O czym pani myśli?
Iwona Pomian: Że niewiele po nas pozostanie pod wodą, same metalowe wraki, które bardzo szybko ulegną zniszczeniu. Bo w wodzie metal jest dużo mniej trwały od drewna.
Żal ich?
- Metalowe to już nie ten klimat. Drewniane są piękne, po prostu poezja.
Co takiego jest w nich?
- To magia, inny świat. Zbliżam się do wraku, światło wydobywa z ciemności burtę, pokład i kolejne przedmioty, ułożone dokładnie tak jak wtedy, kiedy statek tonął. W trakcie badań wyłaniają się z piasku jakieś naczynia, skrzynia z narzędziami ciesielskimi, zwoje lin... Mam w pamięci wiele takich obrazów, to robi nieziemskie wrażenie, kto nurkuje, ten zna to uczucie.
Znalazła pani kiedyś skarb?
- Pewnie! I to nieraz. Ale dla mnie skarbem są zabytki.
Niech pani opowie.
- Na przykład w średniowiecznym porcie w Pucku - potężne stanowisko, 12 hektarów pod wodą - od 1978 r. znaleziono pięć wraków. Najstarszy, z połowy X wieku, to wielki skarb. Od lat budził emocje. Jego konstrukcja ma cechy zarówno łodzi skandynawskich, jak i słowiańskich. Taki niezwykły miks. W Europie są tylko dwa czy trzy podobne.
Jacyś słowiańscy wikingowie?
- Podejrzewam, że to była duńska jednostka (ustaliliśmy, że drewno pochodzi częściowo z Danii), który została zdobyta i przejęta przez Słowian, a potem odbudowana przez lokalnego szkutnika. Wydobyliśmy go i będzie rekonstruowany. To było wyzwanie, bo jest bardzo delikatny! Na statku zachował się nawet len, który został tam zatopiony - moczyło się go przed obróbką.
Wiadomo, jak zatonął?
- W tych czasach nasi słowiańscy przodkowie najeżdżali, łupili i palili skandynawskich sąsiadów. Może więc ten statek przypłynął tu w ramach rozprawy ze słowiańskim piractwem? Pewności nie będziemy mieli już chyba nigdy.
Innym razem badałam wrak kogi [średniowieczny żaglowiec handlowy] z XIII wieku w basenie portowym w Rowach. Robotnicy wjechali w niego podczas pogłębiania portu. Wyjęli deski i wieczorem zaczęli palić nimi w ognisku. Tyle że drewno z wraków nie nadaje się do palenia. Było w specjalny sposób konserwowane i po tylu latach potwornie śmierdzi, kiedy się je pali. Zrobiła się afera, mieszkańcy zawiadomili media i w końcu wezwano nas.
Byłam sama wtedy w biurze. Pojechałam od razu. To najgorsze miejsce w porcie - tam, gdzie się zbierają wszystkie śmieci spływające rzeką. Jakiś olej. Zdechłe ryby.
A pani w to wskakuje.
- Nurkuję, pakuję z obrzydzeniem ręce w muł. I czuję, że trafiam na drewno - od razu wiem, że to burta wraku.
Skąd pani to wie?
- Jeżeli w środku konstrukcji jest długo nieruszana woda, to łatwo poznać - bo jest zimniejsza niż wszystko dookoła. I muł w środku ma specyficzną strukturę. Jak ktoś dużo pracuje na wrakach, to od razu wyczuwa, że trafił na coś, co leży od bardzo długiego czasu.
Źródło: Gazeta Wyborcza