23-letni Igor Byczkow został skazany na 3,5 roku więzienia za porwanie, nielegalne przetrzymywanie i torturowanie kilku osób. Następnie jednak, pod ogromną presją opinii publicznej, a w tym kościoła prawosławnego, celebrytów, a nawet działaczy praw człowieka - sąd Byczkowa uniewinnił. Świadkowie zapewniali bowiem, że oskarżony działał w słusznej sprawie: na życzenie rodziców porywał uzależnione od heroiny dzieciaki i przywiązywał je na miesiąc do łóżka w ośrodku "Miasto bez narkotyków". Tam na 37-osobowej sali, przez pierwsze cztery tygodnie heroiniści wyją z bólu żywiąc się wodą, chlebem i czosnkiem, po czym są wypuszczani do kolejnego etapu terapii.
"Miasto bez narkotyków" działa bezprawnie. Dorosłego człowieka, nawet na życzenie rodziny, nie można porwać, skuć i zamknąć. Mimo to, w kraju gdzie uzależniony od narkotyków nie może liczyć na żadną fachową pomoc, tego typu ośrodek popierany jest przez dużą część społeczeństwa.
Policja nie ma interesu w stawaniu na drodze działalności ośrodka, bo dzięki niemu ulice oczyszczane są z narkomanów.
- Umieram! - wyje na sali nowo przybyły chłopak, a ci starsi stażem śmieją się, bo wiedzą już , ze ten stan mija.
Prowadzący "Miasto bez narkotyków" mówią, że ich terapia ma 70-procentową skuteczność, ale nie dysponują żadnymi danymi mogącymi potwierdzić te słowa.
- Ten ośrodek ma niewiele wspólnego z międzynarodowymi standardami leczenia uzależnień, opracowanymi na podstawie naukowych badań - opisuje Diederik Lohman z Human Rights Watch w pracy o leczeniu narkomanii w Rosji. - To jest pseudo - medycyna i gwałt.
- To nie leczenie tylko więzienie - mówi Sergiej Polyatykin, lekarz związany z organizacją pomocową Say No to Alcohol and Drugs. - Uwięzienie i torturowanie nie pomagają porzucić nałogu. Bardzo mało ludzi ratuje się w ten sposób.
Jewgienij Roizman, człowiek który opracował terapię "Miasta bez narkotyków", zdobył dużą popularność jako walczący z narkotykami. Dzięki temu wizerunkowi w 2003 r. zdobył mandat do parlamentu.