Jedno z pierwszych na świecie urządzeń do pozbywania się zwłok za pomocą alkalicznej hydrolizy uruchomił właśnie dom pogrzebowy Anderson i McQueen w St. Petersburgu na Florydzie - podaje serwis BBC. Szkocka firma z Glasgow Resomation Ltd., która wyprodukowała maszynę, twierdzi, że produkuje ona o jedną trzecią gazów cieplarnianych mniej niż zwykła spopielarnia, a także zużywa siódmą część energii wykorzystywanej przy kremacji. Co więcej, pozwala na odseparowanie od zwłok starych amalgamatowych plomb pozostałych w zębach.
To ważne, szacuje się bowiem, że w Wielkiej Brytanii aż 16 proc. emisji rtęci do atmosfery pochodzi właśnie ze spopielarni zwłok. Z poddanego w nich wysokiej temperaturze amalgamatu odparowuje rtęć. Dlatego wiele brytyjskich krematoriów montuje teraz kosztowne filtry, dzięki którym spełni surowe normy ochrony środowiska.
Podczas alkalicznej hydrolizy zwłok, którą szkocka firma nazwała resomacją, ciało pakuje się do cylindra, w którym poddaje się je działaniu mieszaniny wody i zasadowego wodorotlenku potasu oraz temperaturze 180 st. C. Wszystko to pod ciśnieniem 10 atmosfer (czyli dziesięć razy większym niż normalne ciśnienie na poziomie morza), dzięki czemu zwłoki nie zaczynają się gotować. Zamiast tego tkanka miękka rozpuszcza się i jest odprowadzana do ścieków. Po trzech godzinach pozostają kości, które (tak jak w spopielarni) kruszy się na pył, a potem urnę z nim wręcza rodzinie. Jednocześnie pracownicy domu pogrzebowego odzyskują z kości wszelkie metalowe implanty, w tym zawierające rtęć amalgamatowe plomby.
Resomation Ltd. opatentowała już swój wynalazek w Europie, a teraz czeka na ochronę prawną w
USA i innych krajach. Władze Florydy dopiero niedawno zgodziły się zresztą na upłynnianie zwłok. W Wielkiej Brytanii (podobnie jak w Polsce, gdzie nawet skremowane zwłoki trzeba umieścić na cmentarzu) nie jest to na razie możliwe.
Procesu alkalicznej hydrolizy używano dotąd do pozbywania się trucheł padłych zwierząt gospodarskich oraz ciał, które ich właściciele "zapisali medycynie" i które uległy zbytniemu rozpadowi, żeby studenci mogli dalej się na nich uczyć. W zeszłym roku metoda ta została zastosowana (przy wykorzystaniu
maszyny wyprodukowanej przez inną firmę) do upłynnienia kilku zwłok w Australii. Na początku tego roku zastosowano ją też wobec 19 zwłok chowanych w stanie Ohio w USA. W końcu jednak sąd stanowy zabronił upłynniania zwłok, uznając, że jest ono niezgodne z prawem obowiązującym w Ohio.
Wydaje się jednak, że z powodu dramatycznego wzrostu liczby ludzi (szacuje się, że w ciągu najbliższego półwiecza przybędzie nas o trzy miliardy) upłynnianie ma znakomitą przyszłość.