Choć w porównaniu z burzliwymi latami 90. dzisiejsza Albania wydaje się oazą spokoju, w czwartek emerytowany lider opozycji Sali Berisha wywołał powszechną konsternację, wzywając w parlamencie obywateli do chwycenia za broń przeciwko "bandytom, którzy tworzą prawo". Czy Berisha nawołuje do wojny domowej i obalenia władzy? Czy po prostu w Albanii raz do roku strzelba sama strzela?

Wprawdzie opuściwszy budynek parlamentu Berisha wyjaśnił, że nie chodziło mu o sianie zamętu, ale o wprowadzenie powszechnego dostępu do broni na wzór USA, ale jego słowa i tak wywołały wzburzenie.

- To nie jest normalne, gdy były premier nawołuje lud do zbrojeń - skomentował szef MSW Saimir Tahiri. - To skandaliczne, antykonstytucyjne, w swojej naturze diabelskie i mam nadzieję, że prokuratura znajdzie odwagę, by zająć się słowami Berishy.

Dostęp do broni to w kraju orłów drażliwy temat, zwłaszcza gdy kwestię porusza Berisha - polityk, na którym spoczywa odpowiedzialność za chaos 1997 r., gdy Albania znalazła się na skraju wojny domowej. Po krachu piramid finansowych, w których oszczędności życia stracił co drugi obywatel, struktury państwa przestały istnieć, a wzburzony naród żądał dymisji Berishy i przypuścił szturm na niestrzeżone magazyny wojskowe w wielu miastach. Nagle w obiegu znalazło się ponad 600 tys. sztuk broni. Kałasznikowa można było dostać od znajomego albo nabyć za pięć dolarów z amunicją gratis.
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.