Nie boi się pan ataków w czasie kampanii wyborczej? - pyta Tomasz Lis.

Krzysztof Piesiewicz: Na żadne ataki nie będę odpowiadał. To wyborcy zdecydują. Ludzie doskonale wiedzą, pomimo tego incydentu, że ich nigdy nie zawiodłem. Doskonale wiedzą, że do mnie się nie przylepiają się żadne kombinacje, mętne interesy, dziwne spółki, tzw. układy.

Czego się pan dowiedział o życiu przez te trzy lata, czego nie wiedział pan wcześniej?

Powinienem dostrzegać tę zawiść dookoła, darwinistyczną walkę o swoje, atrofię empatii. Zlekceważyłem to. Dzisiaj wiem więcej. Ale mówiąc szczerze, nie wiem, czy się zmienię.

Jeden bardzo zacny człowiek pytał mnie, czy będę kandydował. Ja mówię: "Chyba muszę". A on: "Przecież, ku., oni cię zniszczą". Kto to są "oni"? Nikomu nie zrobiłem krzywdy, jestem uczciwym człowiekiem. W d. to mam.

Tomasz Lis przypomina słowa premiera Donalda Tuska: "Nie wyobrażam sobie, by Krzysztof Piesiewicz dalej pełnił funkcje publiczne, wydaje się, że tak czy inaczej jego kariera polityczna jest skończona".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej