Michał Szadkowski: PZPN, który był organizatorem finału Pucharu Polski, po zadymach nie ma sobie nic do zarzucenia. Twierdzi, że nie ma odpowiednich służb, a za bezpieczeństwo odpowiada policja.

Adam Rapacki, wiceszef MSWiA: Jestem zdziwiony, że związek przerzuca winę za zdarzenie na policję, bo według ustawy za bezpieczeństwo na stadionie odpowiada organizator. Policja wkracza, gdy jest proszona o pomoc. W Bydgoszczy przywróciła porządek, a teraz wspólnie z prokuraturą funkcjonariusze identyfikują kiboli, którzy łamali prawo.
Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej