Karolina Marcinkowska z Łodzi rodziła w domu. - Zastanawiałam się, jak to będzie, i pomyślałam, że w szpitalu na pewno nie będę zrelaksowana. Przeczytałam książkę Iwony Chołuj, położnej, która przyjmuje porody w domu. Wtedy zadałam sobie pytanie: po co pchać się do szpitala, skoro ciało wie, jak urodzić? - opowiada Marcinkowska. Z badań wynikało, że nie ma przeciwwskazań, by rodziła w domu. Na wszelki wypadek miała gotową torbę do szpitala. - Tylko w jednej chwili przy parciu pożałowałam, że nie mam znieczulenia, ale to był tylko moment.
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej