Teraz chyba można mieć nadzieję, że sprawa krzyża zwanego smoleńskim została zakończona: może przed Pałacem Prezydenckim nie staną następne. Może PiS przestanie używać tego znaku jako partyjnej broni i swego logo.

Jako najważniejszy, najświętszy znak chrześcijaństwa, krzyż ma swoją dziwną historię. Najpierw był znakiem hańby: ten rodzaj śmierci poniżał skazanego szczególnie. Po paru wiekach sprawa się odwróciła o 180 stopni: ta antyczna szubienica stała się "logo" nowej religii. Nastąpiło to jednak niestety wtedy, gdy zaczęło być religią panującą: sens moralny, który mógłby nieść ów znak, zatarła sytuacja kulturowa trwająca kilkanaście wieków, zwana erą konstantyńską. Krzyż oznaczał praktycznie przeciwieństwo tego, czego chciał Chrystus: żeby zło wyłącznie dobrem zwyciężać. Dawny znak hańby był hańbiony przez samych chrześcijan. Był poniżany. Było minęło? Niestety, nie wszędzie i nie zawsze. Krzyż jako logo partyjne, to też jest hańba. Może jednak dwa dni po chrześcijańskim święcie Podwyższenia Krzyża został on w naszej ojczyźnie podwyższony na wieki wieków. Amen.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej