W czwartkowy wieczór Rhein-Neckar Löwen, niemiecki klub, w którym gra Bielecki, rozegrał pierwszy towarzyski mecz przed sezonem. Rywal występuje w lidze regionalnej (odpowiednik polskiej trzeciej ligi), ale do hali w Horkheim przyszło blisko tysiąc widzów. Głównie po to, by zobaczyć w grze Polaka. Kibice mieli transparenty z życzeniami powrotu do zdrowia. - Zagrałem pierwszą połowę, wygraliśmy 35:27, rzuciłem bramkę. Będzie dobrze - powiedział "Gazecie" Karol Bielecki tuż po meczu.

11 czerwca nic nie wskazywało, że będzie dobrze. W 9. minucie towarzyskiego meczu Polska-Chorwacja w Kielcach chciał zabrać piłkę Josipowi Valcićowi. Nagle uderzony przez Chorwata Polak padł na parkiet, a z lewego oka polała się brunatna maź. Kilkadziesiąt minut później Bielecki był w kieleckim szpitalu. Po kilku godzinach - operacja w Lublinie. Kciuki trzymała cała Polska, fora internetowe pełne były wpisów ze słowami otuchy. W Kielcach, gdzie zaczęła się wielka kariera Bieleckiego, odprawiono mszę za jego zdrowie. Ale specjaliści z kliniki w Heidelbergu rozwiali nadzieję na uratowanie oka. - Usłyszałem: "Pan już nie zagra" - mówił nam Bielecki. Zaraz dodał: - Na świecie ludzie tracą więcej niż oko i dają sobie radę. A ja? Nie zamierzam płakać.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej