N. odsiaduje dożywocie za zabójstwo czterech pacjentów i pomoc innemu sanitariuszowi w piątym zabójstwie. Uśmiercał ich zastrzykami z pavulonu - środka zwiotczającego mięśnie, a robił to dla pieniędzy od zakładów pogrzebowych. Wyrok zapadł w styczniu 2007 r., a w uzasadnieniu sędzia Jarosław Papis mówił: - W karetce pogotowia nadzieja pacjentów i zaufanie rodzin spotkały się z bezwzględnymi i cynicznymi agentami ciemności.

Ponad dwa lata później Andrzej N. pozwał łódzki sąd okręgowy, domagając się 80 tys. zł zadośćuczynienia i przeprosin za "naruszenie godności osobistej poprzez publiczne znieważenie". W pozwie napisał, że słowa sędziego padły na antenie TVP i zacytowały je dzienniki. Na rozprawie zmniejszył żądania do 3 tys. zł.

- Sąd mnie skazał, to fakt - mówił przed sądem były sanitariusz. - Ale takie słowa nie powinny mieć miejsca.

Sędzia Katarzyna Trzepałkowska odpowiedziała mu zdenerwowana: - To pana zachowanie jako osoby, która miała ratować ludzi, nie powinno mieć miejsca. Było o wiele bardziej karygodne niż słowa, których w uzasadnieniu użył sędzia.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej