1938 r., Teatr Wielki, spektakl "O dwóch takich, co ukradli księżyc". Na scenie czarnoksiężnik próbuje wrzucić Jacka i Placka do worka. Czteroletni chłopiec podrywa się z widowni i pędzi na pomoc bliźniakom. Całe późniejsze życie Jacek Kuroń będzie właśnie taki - odważny i oferujący pomoc potrzebującym.

Podczas wczorajszej uroczystości zasłużonego opozycjonistę, działacza społecznego, a już w wolnej Polsce - ministra pracy i polityki socjalnej - wspominała żona i przyjaciele: redaktor naczelny "Gazety" Adam Michnik, reżyser Kazimierz Kutz oraz redaktor naczelna "Zeszytów Literackich" Barbara Toruńczyk.

- Kiedy ludzie pytali ks. Tischnera, który był z Jackiem blisko, czy ten Kuroń jest aby wierzący, ks. Tischner odpowiadał: "Nieważne, czy Jacek wierzy w Boga, ważne, że Bóg wierzy w Jacka" - mówił Michnik.

Toruńczyk, autorka dedykowanej Kuroniowi "Opowieści o pokoleniu kontestatorów 1968. Kim byliśmy, kim jesteśmy, skąd i dokąd zdążamy", dodała, że Kuroń miał dar zjednywania sobie ludzi, a przyjaciołom był niezwykle oddany.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej