By Marek Belka został szefem Narodowego Banku Polskiego musi dostać bezwzględną większość głosów w Sejmie. Oznacza to, że przy pełnej frekwencji 460 posłów, za jego kandydaturą musi zagłosować przynajmniej 231 parlamentarzystów. Platforma ma 206 głosów i liczy na głosy ludowców (31 mandatów). Ale ci zaskoczeni, że marszałek wcześniej nie konsultował z nimi kandydata, wypowiadają się ostrożnie. I czekają na ruch SLD (43 mandaty). A Sojusz też niczego nie przesądza. I ogląda się na ludowców. - Z badań naszego elektoratu nie wynika, by Belka był z nami mocno kojarzony. Bardziej Grzegorz Kołodko - mówi nam jeden z lewicowych polityków.

Markowi Belce, byłemu wicepremierowi, ministrowi finansów w rządzie Leszka Millera, SLD wytyka, że w 2005 roku poparł powstającą wówczas Partię Demokratyczną. - Chyba już wtedy przestał być nasz - mówi polityk SLD. Ale nie przesądza jak Sojusz zachowa się za dwa tygodnie na posiedzeniu Sejmu. - Zobaczymy co zrobi PSL - słyszymy.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej