Dwóch białoruskich pilotów zginęło wczoraj podczas pokazów lotniczych w Radomiu. Rosyjski myśliwiec Su-27 z bazy w Baranowiczach wystartował po 13. Dwuosobowa załoga zdążyła wykonać zaledwie kilka manewrów, potem myśliwiec zszedł tak nisko, że skrył się za pobliskim lasem. I już się nie wyłonił. Kilkadziesiąt tysięcy widzów ujrzało kłęby czarnego dymu. Samolot rozbił się na łąkach w Małęczynie Starym, około 100 m od zabudowań. Białoruska rządowa agencja Biełta podała, że przyczyną awarii był ptak, który dostał się do silnika. I że piloci nie katapultowali się, bo nie chcieli, aby samolot spadł na miasto. Agencja powołuje się na białoruskie ministerstwo obrony.

Przyczyny awarii ma ustalić polsko-białoruska komisja. Organizatorzy zaapelowali o przekazywanie nagrań z wypadku.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej