Był człowiekiem niezwykłym: humanistą, filozofem i pisarzem najwyższej próby; wychowawcą kilku pokoleń niepokornej inteligencji polskiej.

Przez dziesięciolecia był symbolem i autorytetem moralnym Polski suwerennej duchowo, niepogodzonej ze zniewoleniem, Polski myśli wolnej i duszy rogatej.

Wypędzony z Uniwersytetu Warszawskiego i z Polski przez kampanię nienawiści rozpętaną przez rodzimą czarną sotnię w marcu 1968 r. Nigdy jednak nie rozstał się z Ojczyzną.

Jego eseje i książki były znakami rozpoznawczymi najważniejszych polskich debat. Wtedy, w czasach mroku i nienawiści, był znakiem umysłu jasnego i życia w godności. Wspierał opozycję demokratyczną swym piórem i autorytetem; zgodził się użyczyć swego wielkiego nazwiska, by wesprzeć poczynania Komitetu Obrony Robotników.

Był Leszek Kołakowski znakiem nadziei

w czasach beznadziejności.

Pisał wspaniale: o Spinozie i Pascalu, o świadomości religijnej i więzi kościelnej, o reformacji i kontrreformacji. Pisał też o marksizmie, którego był - jako młody człowiek -wyznawcą, potem jego reformatorem, wreszcie -analitykiem i krytykiem przenikliwym. To On stał się destruktorem tej totalitarnej ideologii.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej