Andrzej Samson, gwiazda psychologii, psychoterapii i mediów, przez lata guru warszawskiej śmietanki towarzyskiej, zmarł w zapomnieniu, okryty niesławą, w wieku 62 lat. Zostawił po sobie kilka książek, którymi zaczytywaliśmy się do chwili jego aresztowania w 2004 r., i zbiór opowiadań pisanych w areszcie, których nikt już nie chciał opublikować. I linię obrony, nie wiadomo, czy zmyśloną, czy prawdziwą: że eksperymentował z rozbieraniem małych pacjentów, z wibratorami, by tą wątpliwą metodą wyprowadzić je z autyzmu i innych zaburzeń.

- W niedzielne przedpołudnie zadzwoniła kobieta. Zgłosiła zgon brata. Nie mogła go dobudzić, prawdopodobnie zmarł we śnie. Karetka podjechała pod wskazany adres. Zmarłym okazał się Andrzej Samson - mówi Leszek Łyko, dyrektor częstochowskiego pogotowia ratunkowego. - Nasz lekarz stwierdził zgon z przyczyn naturalnych, za przyczynę śmierci uznał niewydolność oddechowo-krążeniową. Wykluczył samobójstwo i jakikolwiek udział osób trzecich.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej