Choć Polska była kandydatem w wyborach na niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ, to szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski zdecydował się jednak "oddać" polską szansę Bośni i Hercegowinie.

Kilka dni temu w Fundacji Batorego tłumaczył, że były co najmniej trzy powody, dla których Polska zrezygnowała i poprosiła kraje, które mogłyby nas poprzeć, o scedowanie poparcia na kraj, który niedawno był jeszcze międzynarodowym protektoratem.

- Kierowaliśmy się przede wszystkim życzliwością dla Bośni i Hercegowiny - mówił minister. I tłumaczył, że "o ile państwowość Polski nie podlega dyskusji", o tyle "państwowość Bośni jest wątła". A zasiadanie w Radzie Bezpieczeństwa jest wielką szansą na jej scementowanie.

Był też powód praktyczny. W drugiej połowie 2011 roku Polska obejmuje przewodnictwo w UE, a jest to olbrzymi wysiłek dla naszej dyplomacji. Minister mówił, że będzie to "gigantyczny wysiłek, który może nie doprowadzi nas do zawału, ale na pewno bardzo przyspieszy nam tętno".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej