Czekamy na Wasze listy: listydogazety@gazeta.pl



Wiem, że to się spotka z krytyką organizacji broniących praw obywatelskich. Ale nie sądzę, by wobec takich indywiduów można było stosować nazwę "człowiek" - powiedział premier.

Dodał, że kilka miesięcy temu rozmawiał z minister zdrowia Ewą Kopacz o "wstępnym projekcie dotyczącym kastracji chemicznej, np. pedofilów działających w warunkach recydywy". - Chciałbym, by w Polsce wprowadzono kastrację chemiczną nie na życzenie, ale jako element wyroku - powiedział pytany przez dziennikarzy o głośną sprawę molestowania córki przez ojca.

Podobny pomysł -przymusowego chemicznego leczenia przestępców seksualnych -pojawił się już w Sejmie w 2005 r., nic z niego jednak nie wyszło. Podstawowym problemem jest to, że tak polskie prawo, jak i standardy międzynarodowe zakazują leczenia kogokolwiek wbrew jego woli. Chyba że z powodu choroby psychicznej, upośledzenia umysłowego czy też np. stanu nieprzytomności nie może wyrazić na leczenie zgody. W dodatku leczenie bez zgody musi mieć na celu wyłącznie dobro pacjenta, a nie np. jego rodziny czy otoczenia. Podawanie chemicznie kastrującej substancji mogłoby być uznane za leczenie, jeśli przestępca seksualny zostałby uznany przez sąd - na podstawie opinii biegłych - za osobę niezdolną do kierowania własnym postępowaniem, a więc niepoczytalną. Oznaczałoby to jednak bezterminowe internowanie go w szpitalu psychiatrycznym. A decyzja o podawaniu środka blokującego testosteron byłaby podejmowana przez lekarzy. Takie rozwiązanie stosuje się np. w Skandynawii czy niektórych stanach USA.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej