Stachowicza na eksperta komisji badającej, czy za rządów PiS dochodziło do nacisków na prokuraturę, policję i służby specjalne, rekomendował prof. Jan Widacki jeszcze jako poseł LiD (dziś Demokratyczne Koło Poselskie). Obaj są z Krakowa.

Posłowie PiS - Arkadiusz Mularczyk i Jacek Kurski protestowali argumentując, że Stachowicz w czasach PRL pracował w Służbie Bezpieczeństwa. Pojawiły się świadectwa ludzi dawnej opozycji (głównie Konfederacji Polski Niepodległej), według których pułkownik gorliwie zwalczał działaczy niepodległościowych. Widacki przypominał, że Stachowicz został po 1989 r. pozytywnie zweryfikowany, pracował w UOP, a w czasach rządów lewicy (2001 r.) był nawet szefem krakowskiej delegatury UOP.

Także zasiadający w komisji posłowie PO mówili, że gdy weryfikowano SB nie było do niego żadnych zastrzeżeń.

Wczorajszy "Tygodnik Powszechnym" opisał sprawę, w której śledztwo, jako porucznik SB, prowadził Stachowicz. W grudniu 1985 r. krakowski działacz KPN, chcąc zwrócić uwagę na rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, poprzecinał paski klinowe w 30 autobusach miejskiej zajezdni. Do pomocy wziął młodego pracownika zajezdni Jacka Żabę (niezwiązanego z KPN). SB sprawę zakwalifikowała jako sabotaż i terroryzm. Krauze i Żaba zostali złapani. Krauzego skazano na pięć lat więzienia, Żabę - na półtora roku. Żaba od początku był prześladowany przez recydywistów, z którymi posadzono go mimo orzeczenia psychologa, że więzień ma słabą konstrukcję psychiczną. Bity i poniżany przez współwięźniów Żaba został wypuszczony na przerwę, którą spędził częściowo w szpitalu psychiatrycznym. Gdy w lutym 1989 r., mimo choroby, wezwano go, by dokończył odbywanie kary, popełnił samobójstwo.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej