Po ostatnim liście biskupów ponownie rozpętała się burza wokół leczenia niepłodności za pomocą technik rozrodu wspomaganego medycznie, zwłaszcza in vitro. Ogarnia mnie przygnębienie i rozgoryczenie. Oczekuję, że ci, którzy z taką zawziętością zwalczają leczenie choroby niepłodności udzielą sensownych odpowiedzi.

Nie chodzi tu o sam zakaz leczenia, ale o karanie finansowo niepłodnych par, dlatego że pragną własnego potomstwa.

Dlaczego społeczeństwo bez oporów ponosi konsekwencje finansowe leczenia raka płuc i krtani, chorób sercowo-naczyniowych, chorób wątroby, infekcji HIV i AIDS u osób, które same się przyczyniły do swojej choroby?
Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej