- Kursant, który wyjeździł obowiązkowe 30 godzin, zna już dobrze samochód, czuje go. Lepiej będzie mógł zaprezentować się na egzaminie - opowiada Waldemar Pietraszewski, wiceprezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ośrodków Szkolenia Kierowców.

- W Europie tylko w Polsce i na Litwie trzeba zdawać egzamin na autach wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego. Często o ich marce decyduje losowanie. To zwiększa stres zdających. A szkołom jazdy blokuje się możliwość wyboru samochodów. Muszą kupować takie, jakie mają ośrodki ruchu drogowego. Wiadomo, że ludzie chcą jeździć takim autem, na którym będą zdawać egzamin - dodaje.

Tydzień temu poprawka w rządowym projekcie ustawy o kierujących pojazdami uzyskała pozytywną opinię nadzwyczajnej podkomisji infrastruktury. Poseł Jan Tomaka (PO), autor poprawki i przewodniczący podkomisji: - Skorzystają na tym wszyscy: kursanci, właściciele szkół jazdy, którzy będą mieli takie auta, jakie chcą, a WORD-y zaoszczędzą na zakupach potrzebnych do egzaminowania aut - mówi.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej