- Myślę, że to cudny precedens, żeby teraz zacząć karać za rysowanie kaczek albo za stwierdzenie, że prezydent jest fanatykiem pełnym kompleksów i złośliwości - kpił po wyroku naczelny "Nie". Zapowiedział, że sprawa trafi do Strasburga.

Proces był precedensowy. Po raz pierwszy prokuratura sięgnęła po artykuł kodeksu karnego pozwalający ścigać za znieważenie głowy obcego państwa na terytorium RP. Po satyrycznym tekście Urbana "Obwoźne sado-maso" opublikowanym w "Nie" w przeddzień ostatniej pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny w 2002 r. napłynęło do prokuratury ponad tysiąc protestów. Urban nazywał w tekście Papieża "sędziwym bożkiem", "Breżniewem Watykanu", "gasnącym starcem" itp. Twierdził jednak, że atakował nie Papieża, lecz "widowisko", czyli organizację pielgrzymek, z "uwagi na nietrafny wybór głównego aktora".

- Oskarżony ośmieszał nie wydarzenie, lecz osobę Papieża, drwił z niego - mówił wczoraj sędzia Sądu Apelacyjnego w Warszawie Jan Krośnicki. Powołał się na opinię językoznawcy, który zwracał uwagę zwłaszcza na pogardliwe i wulgarne zwroty w tekście Urbana. A tekst był naszpikowany odniesieniami do stanu zdrowia Jana Pawła II.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej