Adriana Rozwadowska: Dlaczego kobieta, która może na tym więcej stracić, niż zyskać - zwłaszcza wizerunkowo - postanawia publicznie zająć stanowisko w sprawie aborcji?

Agata Trzebuchowska: Od dłuższego czasu nie jestem osobą publiczną, nie zastanawiam się więc nad swoim wizerunkiem. Czarny protest popieram jako osoba prywatna - tak jak wszystkie inicjatywy mające na celu walkę o równouprawnienie już od pierwszej klasy liceum. Prawa kobiet są łamane i używane w rozgrywkach politycznych od lat. Obecne prawo aborcyjne jest niedopuszczalne, ogranicza wolność kobiety, a projekt obywatelski Ordo Iuris to bestialstwo - godzi w prawa człowieka oraz zagraża życiu i zdrowiu 50 proc. społeczeństwa. To mnie oburza.

Pewnie mogłabyś pozwolić sobie na aborcję w cywilizowanych warunkach w Austrii czy Londynie?

- Pewnie bym mogła, ale wiązałoby się to z koniecznością pożyczania pieniędzy i ogromnym stresem. Nie mam stałych dochodów. Moje poparcie dla czarnego protestu nie wynika jedynie z lęku o siebie samą - na szali są losy milionów Polek, przede wszystkim tych, które nie mają środków ani nie mogą liczyć na wsparcie rodziny w awaryjnej sytuacji.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej