"Byłem w Radomiu. Polskim zagłębiu smutku. W opustoszałej hurtowni po nie-wiadomo-czym zorganizowałem społeczny eksperyment, który filmowały kamery. Dwoje podstawionych przeze mnie aktorów przeprowadzało rozmowy kwalifikacyjne z osobami, które desperacko potrzebowały pracy. Patrzyłem na to wszystko przez weneckie lustro i zgrzytałem zębami' - tak Rafał Betlejewski zaczyna swój artykuł opisujący kulisy powstania kolejnego odcinka telewizyjnego programu "Betlejewski. Prowokacje". Tekst ukazał się na portalu Medium Publiczne, którego Betlejewski jest redaktorem naczelnym.

Nieświadomi i upokorzeni uczestniczy

Do przeprowadzenia swojego "eksperymentu" Betlejewski wykorzystał niczego nieświadomych ludzi, którzy rozpaczliwie szukają pracy. Pracodawców udawali dwaj aktorzy, którzy podczas rozmów z "kandydatami" używali technik manipulacyjnych. Betlejewski tłumaczy, że chodziło o to, by się dowiedzieć, jak daleko może posunąć się człowiek i jak wiele znieść, żeby dostać pracę.
Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej