- W ciągu ostatnich 27 lat jako fotoreporter "Gazety Wyborczej" Krzysiek Miller widział chyba wszystkie wojny tego świata. Afganistan, Czeczenia, Afryka, Gruzja, Bośnia, Naddniestrze, Kongo, Rwanda... - mówił podczas pożegnania Jarosław Kurski, pierwszy zastępca redaktora naczelnego. - Przepuszczał przez migawkę aparatu tysiące tragicznych obrazów, by nam, siedzącym w bezpiecznym komforcie, dostarczyć to, co nazywamy istotą rzeczy. Krzysiek był jak filtr, przez który przepływała nędza świata, okrucieństwo losu i zło człowieka. Dawał nam lśniący owoc, wysublimowany obraz, a sobie zostawiał trujący osad wojny, pożogi, śmierci, nędzy, głodu i ludzkiej pogardy.

- A przecież, gdy robi się zdjęcie, w tej krótkiej, dewastującej człowieka chwili, ręka nie może drgnąć, oko łzawić, oddech nie może być zbyt krótki. Targany emocjami fotoreporter nie odda rozpaczy matki, strachu dziecka, samotności wdowy, desperacji bojownika. Zgubi prawdę. Krzysiek jej nie gubił.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej