Patrycja, mama drugoklasistki z jednej z podwarszawskich szkół, wysłała mi zdjęcie planu lekcji córki. Uwagę od razu przykuwa piątek - ośmiolatka ma czekać po lekcjach cztery godziny na jedną godzinę etyki.

Wrzucam jej plan na Facebooka. Zapytałam czytelników, czy inni rodzice też mają problemy. I zostałam zasypana zdjęciami absurdalnych planów oraz twierdzeń, które rodzice usłyszeli, gdy pytali o etykę w szkole.

Jarosław: - W Łodzi trzeba czekać "tylko" dwie godziny.

Maria z Warszawy: - Do połowy września mamy czekać na decyzję o tym, czy zajęcia w ogóle będą.

Joanna z Poznania: - Syn trzecioklasista chodził na etykę w pierwszej i drugiej klasie razem z dwójką innych uczniów. Ale w nowym planie oczywiście jej nie ma. Jak mam zapisać syna, np. na dodatkowy angielski, skoro nie wiem, kiedy ma lekcje?

Monika z miasteczka pod Warszawą: - Etyka jest, ale traktowana jak dodatkowe kółko. Córka może iść na etykę albo na zajęcia informatyczne czy kółko matematyczne. Wszystko o tej samej porze. To nieuczciwe, że moje dziecko musi wybierać.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej