Premiera filmu "Smoleńsk" Antoniego Krauzego (reżyser nagradzanego filmu "Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł") była przesuwana parę razy. Z tajemniczych powodów. Maciej Pawlicki, producent i scenarzysta filmu, broni się, że film Andrzeja Wajdy "Wałęsa" miał jeszcze większe premierowe opóźnienia.

"Smoleńsk" to film o dziennikarce, która odkrywa, że wypadek samolotu miał być karą dla Lecha Kaczyńskiego za jego postawę wobec Rosji, gdy ta wywołała wojnę w Gruzji. Reżyser zapewnia, że film zrobił "dla wszystkich tych, którzy nie dali się zmanipulować, nie dali się okłamać". - Mam nadzieję, że "Smoleńsk" obejrzą ci, którzy nie wierzą w kłamstwo smoleńskie, ale również i tacy, którzy pójdą na niego z ciekawości. Może ten film coś im uświadomi - mówi Krauze.

Może to, że pod Smoleńskiem doszło do zamachu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego? Bo w filmie "Smoleńsk" dziennikarka w swoim śledztwie odkrywa, że zamach był. Czyli inaczej niż rządowa komisja Jerzego Millera.
Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej