RENATA GROCHAL, MICHAŁ WYBIERALSKI: Dzień po powrocie z urlopu, w piątek, zwolniła pani trzech urzędników, rozwiązała Biuro Gospodarki Nieruchomościami, zajmujące się przez lata reprywatyzacją, i wstrzymała zwroty nieruchomości. Dlaczego tak późno? Cztery miesiące po naszym pierwszym artykule w "Gazecie Stołecznej" o nieuprawnionym zwrocie działki przy Pałacu Kultury, który ukazał się w kwietniu. I tydzień po publikacji w "Wyborczej" wyników dziennikarskiego śledztwa na temat dzikiej reprywatyzacji w stolicy.

HANNA GRONKIEWICZ-WALTZ: Sprawdzaliśmy te doniesienia od razu. Na początku maja wystąpiliśmy do sądu o zabezpieczenie księgi wieczystej tej działki, by nie doszło do dalszej sprzedaży. Sąd odmówił, bo nie było decyzji Ministerstwa Finansów, która by wskazała, czy działka jest spłacona czy nie. Dokonałam zmiany systemowej: przeniosłam reprywatyzację z BGN do Biura Prawnego.
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej