O księdzu Międlarze zrobiło się głośno, kiedy zaczął brać udział w antyimigranckich manifestacjach we Wrocławiu i w Warszawie.

- Historia zatoczyła koło. W 1944 roku wmawiano nam, że Sowieci to są wyczekiwani goście. A w 2015 wmawia się nam i chce się wcisnąć islamski fundamentalizm. Nie pozwolimy na to nigdy. Nie boimy się pokojowo nastawionych muzułmanów. Ale ich jest mniejszość. My się boimy fundamentalizmu. Nie chcemy w Polsce Allaha, nie chcemy gwałtów, nie chcemy samosądów, nie chcemy terroru. Nie chcemy nienawiści, która jest w Koranie, ale chcemy miłość i prawdę Ewangelii! - mówił ks. Międlar na Marszu Niepodległości.

Duchownym, który dopiero niedawno został wyświęcony na księdza, szybko zajęli się jego przełożeni. Najpierw przenieśli go z Wrocławia do Zakopanego. Potem zaproponowali mu rekolekcje w odosobnieniu, nałożyli też zakaz udzielania się w mediach społecznościowych. Niedawno ksiądz wrócił na Twittera, założył też kanał na YouTubie. Czy przełożeni cofnęli zakaz - tego nie wiadomo, gdyż Zgromadzenie Księży Misjonarzy jak dotąd nie skomentowało sprawy.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej