Na mocy umowy o małym ruchu granicznym między Polską i Rosją, która weszła w życie w lipcu 2012 roku, tysiące Rosjan z obwodu kaliningradzkiego przyjeżdżało do Polski na tańsze niż u siebie zakupy. Z czasem kaliningradczycy zaczęli też korzystać z usług branży turystycznej i z oferty kulturalnej Trójmiasta, Olsztyna i Elbląga.

Decyzja polskiego rządu wywołała poruszenie w Kaliningradzie. Jana Worożenina z Instytutu Współpracy Rosyjsko-Polskiej w komentarzu dla "Wyborczej" mówi, że wstrzymanie małego ruchu granicznego to bardzo smutna wiadomość, bo był to ostatnio jedyny przykład dobrosąsiedzkiej współpracy między Rosją i Polską. - Jeszcze niedawno opowiadałam swoim kolegom z Moskwy o sukcesie małego ruchu granicznego, a teraz cofamy się w przeszłość. Jeśli chodzi o pretekst, który Polska wykorzystała do zamrożenia, to oczywiście jest on pozorny. O jakim bezpieczeństwie może być mowa? Bezpieczeństwie od kogo lub czego? Od mieszkańców obwodu kaliningradzkiego, którzy zostawiają w polskiej strefie przygranicznej 180 mln zł rocznie? Miejmy nadzieję, że racjonalność jednak przeważy nad politycznymi emocjami i Polska przywróci mały ruch graniczny.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej