- Grożą mi dwa lata pudła! - żali się w internecie ksiądz.

Jacek Międlar święcenia kapłańskie przyjął zaledwie rok temu. Znany jest ze wspierania nacjonalistów i kiboli gromadzących się na antyimigranckich demonstracjach. Jest członkiem Zgromadzenia Księży Misjonarzy, kilka miesięcy temu karnie relegowanym z Wrocławia za polityczne zaangażowanie. Nie podporządkował się decyzji władz zgromadzenia o wyciszeniu politycznej działalności i dostał zakaz publicznych wypowiedzi. Nie poskutkowało.

Trzy miesiące temu został gwiazdą rocznicy ONR. W białostockiej katedrze wygłosił kazanie, podczas którego mówił m.in.: - Zero tolerancji dla ogarniętej nowotworem złośliwym Polski i Polaków. Ten nowotwór wymaga chemioterapii i tą chemioterapią jest bezkompromisowy narodowo-katolicki radykalizm.

I jeszcze: - Największą przeszkodą na drodze ruchu wolnościowego, zdążającego do umocnienia narodu, nie są oligarchowie, mafia, establishment czy wrogowie, ale jest zwykłe tchórzostwo, zwykła żydowska pasywność (...). Ciemiężyciele i pasywny żydowski motłoch będzie chciał was rzucić na kolana, przeczołgać, przemielić, przełknąć, przetrawić, a na koniec będzie chciał was wypluć, bo jesteście niewygodni.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej