W Słupsku nie ma dziś osoby, która nie słyszałaby o Trinie Papisten. Historię torturowanej i spalonej na stosie kobiety opisują miejskie przewodniki. Przypomina ją Baszta Czarownic w centrum miasta, która była niegdyś miejscem kaźni. Swego czasu w Słupsku działał nawet zespół metalowy nazwany na cześć czarownicy. To wszystko zasługa pierwszej powojennej dyrektorki miejskiego muzeum, która wydobyła historię Triny Papisten z mroków dziejów i opisała ją na podstawie dawnych dokumentów.

"Trina codziennie spogląda na nas z wieży Baszty Czarownic. Od dziś jej imię będzie nosić także jedno z rond na nowym ringu miejskim. Chcemy uhonorować kobietę, która została skazana na tortury i spalenie za rzekome czary i pakt z diabłem. Chcemy, aby 'nasza' czarownica nie została zapomniana. Aby głośno mówić o tym, jak kiedyś traktowano kobiety" - komentuje dziennikarka miejskiego serwisu Slupsk.pl.
Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej