Wycofanie wojskowej kompanii honorowej i orkiestry to konsekwencja sporu między władzami Poznania i ministrem obrony narodowej o treść apelu pamięci.

Wojsko postawiło warunek: weźmie udział w uroczystościach 28 czerwca na pl. Mickiewicza i odczyta apel pamięci, jeśli obok poległych w 1956 r. wymienione zostaną też ofiary katastrofy smoleńskiej z 2010 r. Komendant poznańskiego garnizonu powołał się na polecenie szefa MON Antoniego Macierewicza.

Gdy ujawniliśmy to w "Wyborczej", prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak zaapelował, by minister zrezygnował z wątku smoleńskiego. Według Jaśkowiaka nie można łączyć ofiar robotniczego zrywu z ofiarami katastrofy lotniczej.

Macierewicz na list nie odpowiedział. W urzędzie miasta powstał więc plan B. We wtorek w kolejnym liście Jaśkowiak zwrócił się bezpośrednio do gen. Dariusza Malinowskiego, dowódcy poznańskiego garnizonu. Prosił, by wojskowa kompania honorowa i orkiestra pojawiły się na uroczystościach, rezygnując jednak w całości z apelu pamięci. Według Jaśkowiaka udział wojska byłby wyrazem "najwyższego hołdu złożonego uczestnikom poznańskiego Czerwca '56". Wcześniej urzędnicy mówili nam, że na asyście zależy szczególnie kombatantom.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej