1 września do szkół obowiązkowo pójdą siedmiolatki (91 tys. dzieci odroczonych przed rokiem i ok. 45 tys. powtarzających pierwszą klasę) i tylko te sześciolatki (ok. 80 tys.), których rodzice zdecydowali się na to wbrew reformie PiS. Lub - jak woli mówić minister edukacji Anna Zalewska - "skorzystali z możliwości wyboru".

Ale w związku ze zmianą w pierwszych klasach trzeba było zmienić podstawy programowe kształcenia przedszkolnego. Od września w zerówkach będą się uczyć sześcio-, a nie pięciolatki.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej