W kampanii wyborczej Jarosław Kaczyński zapewniał, że PiS będzie szanował opozycję, wprowadzi nawet "pakiet demokratyczny", który zapewni jej szerokie prawa. Ale PiS podporządkował sobie Sejm, a opozycję próbuje zmarginalizować.

Urządzając prezydium Sejmu, nie dał wicemarszałka PSL, z którym walczy o głosy na wsi, chociaż do tej pory wszystkie kluby miały przedstawiciela w prezydium. Nierzadko posiedzenia Sejmu rozpoczynają się dopiero około godz. 11, a nie jak w poprzedniej kadencji o 9. Chodzi o to, by zdążył na nie prezes PiS Jarosław Kaczyński, który - jak się zwierzył tabloidom - zasypia o trzeciej w nocy, bo do późna ogląda walki byków na rodeo i lubi pospać. Modne stały się nocne głosowania.

W styczniu, gdy prezes gościł na gali "Gazety Polskiej", obrady Sejmu przesunięto z godz. 17 na 21. W smoleńskie miesięcznice obrady zaczynają się o 10, by posłowie PiS mogli się pomodlić w warszawskiej katedrze.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej