Jacek Harłukowicz: W sobotę spełniło się chyba w końcu pańskie wielkie marzenie - rocznicę 4 czerwca świętowały, w sposób radosny, dziesiątki tysięcy Polaków. Postulował pan o to od lat.

Władysław Frasyniuk: Tak. Chyba po raz pierwszy po 1989 roku udało nam się tego dnia poruszyć wszystkich tych, dla których to ważna data. Nareszcie. Okazało się przy okazji, że ludzie nie tylko nauczyli się wreszcie doceniać wydarzenia sprzed 27 lat, ale mają dodatkowo potrzebę, by być tego dnia razem: spotkać się, cieszyć, piknikować. Mają poczucie wspólnoty. Jestem z tego powodu ogromnie szczęśliwy. Bo tym wszystkim, którzy od lat starają się dezawuować tę datę, pokazaliśmy, że nie ma na to naszej zgody.

Czy to nie paradoks, że udało się dopiero teraz, gdy obecny rząd łamie demokratyczne reguły i dezawuuje znaczenie tej daty? Gdy rozmontowywany jest Trybunał Konstytucyjny, służba cywilna?
Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej